Nie wiem jak podchodzić do zmian Portugalczyka, niby ugrał nimi remis, ale z drugiej strony moim zdaniem zabrakło mu cierpliwości i konsekwencji. Tam można, a nawet trzeba było wygrać. Rooney za Carrsa? Przecież od tego momentu w środku była ogromna wyrwa, plus brak spokoju. Pamiętam podobny mecz z Evertonem lata temu, chyba rudy strzelił wtedy gola, gdzie przegrywaliśmy, ale oni ciągle spokojnie dążyli do celu - wygrali. Tutaj przez 45 minut dziwaczna szarpanina, dwóch słabych bokserów poszło na wymianę ciosów i okładało się z zamkniętymi oczami. Pod względem piłkarskim druga połowa była żenująca, a remis ugraliśmy wolą walki, tego nie można odmówić. Czemu nie łączymy walki z grą w piłkę?
Czemu nie Ras? Na młodego zmęczonego Arnolda idealnie pasował. Wejście Rooneya, chyba z wiarę w magiczne moce, liczby, wielkie rekordy w wielkich meczach. Tam trzeba było dać Rasha i Matę i wtedy ich gnieść, a gdy nie pomoże na aferę Fellsa, skoro tak go kocha. Nic mi się nie zgadzało z tymi zmianami, szczególnie że po pierwszej połowie trzeba było tylko pdkręcić to co graliśmy. Były dwie dobre sytuacje, a z taką grą jestem pewien że byłby kolejne. Dać tylko trochę świeżości i pomysłu ( Mata) z szybkością ( Marcus).



