pojechalem ze znajomymi odebrać rzeczy dla schroniska od naszego wspolnego znajomego, zawieźliśmy je do mnie, wypiliśmy piwka, stwierdzilismy ze idziemy do baru na piwo-dwa, nastepnie wyszlismy z niego juz nie pamiętam dlaczego i idąc nie pamietam gdzie znaleźliśmy jakiegoś menela, który siedział koło sklepu i marnie wygladal, zapytalismy czy po karetke nie dzwonic, powiedzial ze tak, zadzwonilismy, karetka przyjechala i go olala
tak juz na drugi dzien sie zastanawialem czy chciala zebym dolaczyl, chciala zrobic mindfucka czy po prostu byla naćpaną loszką. rano obudzilem sie na turbokacu i z ogromnym bólem łopatek, doszedłem do wniosku, ze to zakwasy od tańczenia
ni mom tyle



