Manchester City - Stoke City 0:0
na Etihad Stadium nie otrzymaliśmy tylu emocji, co na Camp Nou, niemniej jednak cieszę się, że kosztem Ligi Mistrzów postawiłem na wieczór z Premier League. Po cichu liczyłem, że Stoke urwie punkty gospodarzom i zwyczajnie musiałem obejrzeć tę rywalizację. Z końcowego rezultatu jestem usatysfakcjonowany, Guardiola traci punkty, a ekipie Hughesa życzę całkiem dobrze, wobec tego to podwójna radość.
W pierwszej połowie Manchester obiecująco wyglądał na skrzydłach, warto zwrócić uwagę na fajną współpracę De Bruyne z Navasem, którzy bardzo często wymieniali się futbolówką i raz jeden, raz drugi był tym, który centrował w "szesnastkę" Lee Granta. Po drugiej stronie równie okazale prezentował się Sané, dla którego udany występ przeciwko Monaco może być punktem zwrotnym w tym średnim dotychczas sezonie (głównie za sprawą minionych kontuzji). Z byłym zawodnikiem Schalke duże problemy miał Bardsley, momentami ratując się faulem.
Takich klarownych okazji na objęcie prowadzenia Obywatele jednak się nie doczekali, na upartego możemy wspomnieć strzał z rzutu wolnego w wykonaniu Kolarova, po którym piłkę odbił Grant. Goście byli skupieni głównie na obronie, ale wspomniałbym o dwóch sytuacjach. Pierwsza, gdy po akcji Ramadana zakotłowało się w polu karnym i uderzał Martins Indi oraz druga pod koniec połówki, gdy z woleja (bardzo nieudanie) próbował Diouf.
Po przerwie poziom gry był dosyć przeciętny... Manchester jakby nie potrafił złapać wiatru w żagle i brakowało pomysłu na złamanie bloku defensywnego. Podopieczni Hughesa z kolei jedyne zagrożenie stworzyli po stałych fragmentach gry, ale nie na tyle, aby zatrudnić Caballero. Były to bardzo anemiczne i niecelne strzały. Bez wątpienia, absencja Arnautovicia, który w weekend pokazał próbkę swoich umiejętności, była odczuwalna.
Ostatni kwadrans to zmasowany atak drużyny Guardioli. Ciężko stwierdzić, której sytuacji mogą jego podopieczni bardziej żałować. Centymetry dzieliły od szczęścia Agüero, tuż obok słupka piłkę posłał Silva, a na sam koniec doszła znakomita okazja Sané.... Działo się, dużo, lecz Grantowi dopisywało szczęście, a Manchester wykazał się brakiem precyzji.
Dlatego ostatecznie remis, z którego Obywatele nie mają prawa być zadowoleni. Chelsea odjeżdża.



