Leicester City – Sevilla FC 2:0
w tym sezonie gloryfikatorów Sampaoliego nie brakowało, ale jak się okazało, Lisy dla niego za mocne. Jasne, z jednej strony efekt nowej miotły, ale z drugiej dzisiejsza Sevilla była strasznie bezpłciowa. Obiecująco weszła w spotkanie, gdy Nasri próbował zaskoczyć Schmeichela, lecz właściwie to tyle w kwestii pierwszej połowy. Po przerwie lepiej nie było. Poprzeczka Escudero i zmarnowany rzut karny N’Zonziego... Niewiele tych okazji.
Lisy również nie zagrały jakoś nad wyraz dobrze i zapewne na bardziej utytułowanego rywala to nie wystarczy, niemniej jednak trzeba docenić to, jak się prezentują od czasu zwolnienia Ranieriego. Na dziesięć minut przed końcem spotkania już myślałem, co napisać o Mahrezie, który po raz kolejny trochę odstawał od reszty, ale w tych ostatnich fazach spotkania przeprowadził dwie znakomite akcje (a już zwłaszcza tę drugą, gdy efektownie wyprzedzał rywali i popędził przez pół boiska) i wielka bura dla kolegów, że zmarnowali jego wysiłek. Generalnie taki Vardy miał dzisiaj fatalnie ustawiony celownik, już w pierwszej połowie partaczył, a pod koniec rywalizacji najpierw posłał piłkę głową w sam środek bramki, a kilka minut później będąc jeden na jeden z Rico, skierował futbolówkę na najwyższe trybuny. Jeżeli Lisy straciłyby gola i doszło do dogrywki, z pewnością część winy za taki stan rzeczy poniósłby reprezentant Anglii.
Dlatego trzeba stwierdzić, że Vardy nie miał dnia, a jeszcze te jego żałosne symulowanie... Ok, Nasri także nie był święty, ale bez przesady z tą teatralnością... Wstyd, że 30–letni zawodnik pozwala sobie na takie zachowanie.
Bardzo dobry mecz Morgana. Jamajski defensor czyścił, aż miło. Tak samo fantastyczne zawody Fuchsa, który zostawił całe zdrowie na boisko, a Simpson także miewał akcje, gdy w tych kluczowych momentach był o ułamek sekundy szybszy od rywala i skutecznie interweniował. Zwłaszcza ok. 75 minuty miał taką interwencję, gdy w ostatniej chwili na dalszym słupku zdjął piłkę z głowy napastnikowi Sevilli i wybił ją na rzut rożny.
Schmeichel wiadomo... Sam sobie nawarzył piwa, to je wypił. Brawo.
Leicester gra dalej, Sevilla odpada. Takie rozstrzygnięcie mnie w pełni satysfakcjonuje.



