Ja jak byłem w Barcelonie to jak się najebliśmy to weszliśmy na Tindera kumpla i pisaliśmy chyba do 10 lasek. Z tym, że ciężko było się dogadać jak one do nas po hiszpańsku albo angielsku a my takim łamanym angielskim z polskimi słówkami. Rozmowy wyglądały mniej więcej tak:
- Hey, how are you?
- dobrze, thanks.
Dopiero rano ogarnęliśmy, czemu się nie mogliśmy dogadać.



