Finał LM 2016/17: Juventus - Real Madryt

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2053

Finał LM 2016/17: Juventus - Real Madryt

Post autor: Morrow » 04 cze 2017, 18:25

Gratulacje dla Realu, byli wczoraj lepsi i zasłużyli na zwycięstwo. W drugiej połowie Juventusu nie było na boisku.

Widzę, że wiele osób wpada tu w pułapkę i ocenia całkowity potencjał Juventusu na podstawie tego jednego, wczorajszego meczu. To, że kadrowo ekipa z Turynu nie jest tak mocna i medialna jak drużyna Realu to jedno ale nie jest też tak mocna na papierze jak Barcelona czy Bayern a mimo wszystko w tym sezonie wyglądała w Europie od tych ekip lepiej. Ja się mimo wszystko skłaniam do tego, że w pierwszej a nie w drugiej połowie widzieliśmy rzeczywistą jakość obu tych ekip - a widzieliśmy rywalizację dwóch godnych siebie rywali. Real jest mocny, wygrał zasłużenie ale z tak dysponowanym Juventusem w drugiej połowie podejrzewam, że wygrałaby też Barcelona czy Bayern. Można pisać o szczęściu, bramkach po rykoszetach ale prawda jest taka, że Real zrobił wczoraj znacznie więcej żeby ten mecz wygrać a Juventus nie wyglądał na ten kolektyw, który wcześniej zgasił Barcelonę i Monaco. Po części to zasługa dobrej gry Realu, po części niektórzy gracze Juve nie wytrzymali rangi meczu. Gol na 3:1 i bezradne spojrzenia Bonucciego z Chiellinim były IMO podsumowaniem niemocy Juventusu w drugiej połowie.

Nie uważam jednak, że Juventus to zespół, który odstaje tak wyraźnie od Realu. Finały rządzą się swoimi prawami, być może Allegri teraz chciałby rozegrać ten mecz zupełnie inaczej, możliwe, że zupełnie inny przebieg miałby ten pojedynek gdyby te drużyny spotkały się w dwumeczu. A może po prostu Allegri nie ma pomysłu jak ograć w finale Hiszpanów. Wczoraj przez 45 minut mieliśmy wyrównany mecz, w drugiej połowie na boisku był tylko jeden zespół, który próbował coś zmienić i miał pomysł jak ograć przeciwnika. Juventusowi tego zabrakło. Nie zmienia to jednak faktu, że w Turynie bardzo mądrze zbudowali drużynę, poradzili sobie ze stratami kluczowych graczy w ostatnich latach i skonstruowali zespół, który w przyszłorocznej edycji znowu będzie wymieniany w gronie faworytów.

Zidane ma wejście smoka do trenerki. 1,5 roku na ławce i dwie wygrane Ligi Mistrzów, do tego odzyskane mistrzostwo Hiszpanii. Francuz jako pierwszy obronił trofeum a Realowi udało się to czego wcześniej nie potrafiły dokonać inne wielkie zespoły. Tu już trzeba czegoś więcej niż tylko szczęścia, zwłaszcza, że w tym roku nikt nie może zarzucić Królewskim, że mieli autostradę do finału - Napoli, Bayern, Atletico i Juventus to bardzo trudne drzewko a ekipa Zizou, choć nie zachwycała jesienią to na wiosnę bardzo pewnie ogrywała tych silnych rywali już w pierwszych spotkaniach. I choć po rewanżu z Bayernem został spory smród a z Atletico też zapowiadało się na dramatyczny pościg to trzeba przyznać, że Real miał wystarczająco dużo jakości żeby rozstrzelać Atletico 3:0 czy wygrać z Bayernem w Monachium.

Nie deprecjonowałbym osiągnięć obecnego Realu ale nie popadałbym też w skrajności, że mamy do czynienia z najpotężniejszą drużyną w historii piłki. Królewscy mają sprawnie działającą, bardzo konsekwentną maszynkę, która praktycznie nie ma słabych ogniw ale na to, że Real jest pierwszym zespołem, który obronił ten puchar złożyło się kilka czynników - poza mocnym i świetnie zbalansowanym pod LM Realem, mieliśmy też słabsze niż zwykle Barcę, Bayern i Atletico, czy trochę szczęścia po stronie Królewskich. Nic to nie ujmuje jednak Królewskim, mam wrażenie, że w tym sezonie zdecydowanie bardziej zasłużyli na ten puchar niż przy dwóch poprzednich triumfach z Atletico. Tak jak wtedy miałem jakieś dziwne poczucie niesprawiedliwości losu kiedy patrzyłem na płaczących graczy Atletico tak w tym sezonie jestem przekonany, że puchar dostała najlepsza drużyna tej edycji.

Ciekawym przypadkiem jest Zidane. W zeszłym sezonie można jeszcze było dyskutować i się uśmiechnąć - pół roku trenerki, proste drzewko, efekt miotły i wygrana po karnych z lokalnym rywalem - tu można było wskazywać na fart debiutanta. Obrona trofeum i dołożenie mistrzostwa Hiszpanii to jednak już coś na większą skalę. Już wszyscy wiemy, że jest doskonałym trenerem dla Realu, pytaniem pozostaje czy jest dobrym trenerem w ogóle. W Madrycie dostali swojego Guardiolę. Francuz też wziął zespół, który niedawno wygrywał LM a był w rozsypce i odmienił go jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Może Zizou nie był tak odkrywczy jak Guardiola, nie stworzył niczego nowego, tylko udoskonalił to co zastał ale wykręcił kosmiczny wynik, którego w erze LM nie potrafił zrobić nikt przed nim. Tu też będą pytania jak Francuz odnalazłby się w innym środowisku, na ile potrafiłby kręcić podobne wyniki w Bayernie czy City a na ile trafił na dobry grunt jak Guardiola swego czasu. Odpowiedzi na te pytania pewnie jeszcze poznamy ale do tego jeszcze daleka droga. W to, że Zidane zostanie takim Fergusonem czy Wengerem dla Realu nie wierzę, nie przy tym klubie.

Kolejną interesującą kwestią jest Ronaldo. Portugalczyk jak praktycznie całą karierę idzie na przekór swoim krytykom. Ma 32 lata na karku, za sobą najgorszy strzelecko sezon w Realu, wydawałoby się, że po tej Złotej Piłce i Euro będzie czas na zmiany a sam Ronaldo pogodził się sam z tym, że czeka go już tylko zjazd w dół a tu kolejny wielki triumf, świetna wiosna w LM i raczej na pewno kolejna Złota Piłka do kolekcji, która pozwoli mu wreszcie na dogonienie Messiego w tym aspekcie. Podczas tej wielkiej rywalizacji Portugalczyk powszechnie uchodzi za tego mniej zdolnego, który nie miał takiej iskry bożej, którą posiada Messi. Nie wydaje się tajemnicą, że Cristiano przez cały ten wyścig w każdy możliwy sposób chciał udowodnić, że nie jest tym gorszym i numerem 2. Tak się jednak składało, że to Argentyńczyk częściej wygrywał Złote Piłki, ligę czy LM co tylko potęgowało przekonanie, że jest lepszy od CR7. Ostatnie dwa sezony jednak trochę zaburzają te proporcje - Ronaldo dołożył kolejne puchary a przede wszystkim triumf z kadrą na wielkiej imprezie i jakby jego notowania w tym pojedynku wszechczasów podskoczyły. Portugalczyk przez kolejne sezony był wielką gwiazdą Realu ale mimo kosmicznych osiągnięć pozostawał piłkarzem nie do końca spełnionym, w tym momencie, po wielu latach chyba wreszcie może usiąść w fotelu, odetchnąć spokojnie i uśmiechnąć się sam do siebie.

Wróć do „Puchary Europejskie”