Z jednej strony tak, ale z drugiej skończyłem liceum bez: chemii, fizyki, geografii, a najbardziej zaawansowana matematyka jaką miałem to trygonometria. W życiu nie miałem nic z tych przedmiotów. Także no. Myślę, że przesada w drugą stronę jest też zła, a w USA właśnie tak jest.futbolowa pisze: Sam system edukacji, który jest tak obśmiewany, również bardzo mi się podoba. Dużo bardziej wolałabym mieć parę przedmiotów bazowych + resztę wybranych niż klepać te durne lekcje w polskich szkołach. Tym bardziej, że tam wybiera się spośród naprawdę ciekawych opcji. Sam system rozwijania talentów i zainteresowań jest zajebisty - w szkole masz wszystko, czego ci trzeba, aby szlifować umiejętności muzyczne, sportowe, aktorskie, taneczne, dramatopisarskie, dziennikarskie czy jakiekolwiek inne.
Swoją drogą, w zdecydowanej większości szkół w USA nie ma geografii jako przedmiotu w ogóle, a historia i rzeczy typu WOS też powoli zanikają.
Tylko jeśli dana szkoła to oferuje. W USA każda szkoła jest bardzo indywidualna, ma swoje plany, swój kalendarz akademicki i swój zakres zajęć. Są szkoły, gdzie jest wszystko, o czym mówisz, a są szkoły, gdzie nie ma wielu z tych rzeczy ze względu decyzyjnych zarządu szkoły. Każda szkoła w dodatku zbiera swoje podatki i je ustala i ma swój budżet, więc szkoła szkole nie równa. W tym wiąże się największy dramat szkół publicznych w USA - szkoły w miastach są omijane szerokim łukiem przez ludzi, którzy mają cokolwiek ponad stan ubóstwa, przez co jeśli mieszkasz w Filadelfii, Nowym Jorku czy Chicago i nie jesteś z getta to więcej niż pewne, że chodzisz do szkoły prywatnej. Bo do publicznej się nie da.futbolowa pisze: Tym bardziej, że tam wybiera się spośród naprawdę ciekawych opcji. Sam system rozwijania talentów i zainteresowań jest zajebisty - w szkole masz wszystko, czego ci trzeba, aby szlifować umiejętności muzyczne, sportowe, aktorskie, taneczne, dramatopisarskie, dziennikarskie czy jakiekolwiek inne.



