Tak mi teraz przyszło do głowy, a nie chciałem pisać posta pod postem w temacie eliminacji.
Swego czasu, Amerykanie mieli duży problem z wywalczeniem awansu na MŚ. Mimo małej konkurencji w strefie CONCACAF i chwilowych słabości Meksyku (gdy na Mundial jeździła z Ameryki Północnej tylko jedna drużyna), nie mogło im zabanglać przez 40 lat (1950-1990). Zmieniło się to właśnie w eliminacjach do Mistrzostw Świata we Włoszech. W listopadzie 1989, pojechali na ostatni mecz do przekonanego o powodzeniu Trynidadu i Tobago (gospodarzy zadowalał remis). Jankesi mieli jednak inne plany i po wspaniałym golu Paula Caligiuri'ego, wygrali 1:0 co dało im bilety do Italii. Kilka lat temu na kanale FIFA.tv pojawił się bardzo dobry film o tym spotkaniu. Można zobaczyć to trafienie, jak i poznać tło historyczne. Wspomniane wcześniej nastroje w T&T, jak i również możliwe odcięcie reprezentacji USA od dotacji. Ogólnie mówiąc, z "soccerem" w Stanach nie było wtedy dobrze.
Październik 2017, Amerykanie pewni swego znowu jadą do Port-of-Spain, potrzebują (o ironio) jedynie remisu. "Soccer" ma się bardzo dobrze, jest w miarę popularnym sportem, niemal ćwierć wieku istnieje już zawodowa liga, drużyna narodowa od 1990 regularnie jeździ na Mundial i powoli normą przestaje być sam awans, a staje się nią wychodzenie z grupy (w RPA ją wygrali, w Korei i Japonii dotarli do 1/4 finału, z turniejów XXI wieku nie poszło im tylko w Niemczech). Mimo to, kończy się marnym 1:2 (z Trynidadem, który zdecydowanie nie pasował do towarzystwa w decydującej rundzie eliminacji i jako jedyny był przed ostatnią kolejką pozbawiony jakicholwiek szans na wyjazd do Rosji!) zaś w równolegle rozgrywanych meczach Panama pokonuje Kostarykę, a Honduras Meksyk. Dramat, bo mimo cieplarnianych warunków, reprezentacja nie kwalifikuje się na pierwszy Mundial od długiego czasu.
W ten sposób, historia zatoczyła koło.



