Devin Patrick Kelley nie działał z pobudek rasistowskich czy religijnych - oświadczyli śledczy, którzy badają okoliczności niedzielnej strzelaniny w Sutherland Springs w Teksasie. Ujawniono też ostatnie słowa napastnika.
Do strzelaniny w kościele baptystów w miejscowości Sutherland Springs doszło w niedzielę po południu lokalnego czasu. Z rąk 26-letniego Devina Patricka Kelley'ego zginęło w sumie 26 osób, w tym dzieci. Najmłodsza ofiara miała zaledwie 18 miesięcy, najstarsza - 72 lata.
24 kolejne osoby zostały ranne, z czego 10 pozostaje w stanie krytycznym.
Śledczy zajmujący się sprawą wstępnie wykluczyli motyw religijny, rasistowski lub terrorystyczny. - To bezsensowna zbrodnia związana głównie z sytuacją rodzinną napastnika - oświadczył Freeman Martin z Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego stanu Teksas.
Dodał, że Kelley przed śmiercią wielokrotnie zastraszał swoją teściową, która regularnie uczęszczała do wspomnianego kościoła. SMS-y z groźbami miała od niego otrzymać także w niedzielę rano, tuż przed atakiem. Nie podano jednak więcej szczegółów.
- Mieliśmy do czynienia ze sporem rodzinnym z teściami - przekonywał Martin.
Ostatni telefon do ojca
Policja ujawniła za to ostatnie słowa sprawcy. Chwilę po strzelaninie Kelley skontaktował się bowiem telefonicznie ze swoim ojcem. Kiedy do niego zadzwonił, miał powiedzieć:
Zostałem trafiony. Nie przeżyję tego.
Po tych słowach mężczyzna zmarł w wyniku rany postrzałowej. Wciąż nie jest jednak do końca jasne, czy śmiertelny strzał oddał sam Kelley, czy też mężczyzna został trafiony przez ścigającego go mieszkańca Sutherland Springs.
- Na tym etapie śledztwa twierdzimy, że śmierć Kelley'ego była wynikiem samobójstwa - mówił w rozmowie CBS News szeryf Joe Tackitt.
Służył w US Air Force
Devin Patrick Kelley służył w przeszłości w amerykańskim lotnictwie, skąd w 2014 roku został usunięty i zdegradowany za przemoc fizyczną wobec żony i dziecka.
Jego była żona i teściowie należeli do parafii baptystów w Sutherland Springs. W chwili strzelaniny teściowej Kelley'ego - której groził - nie było jednak wewnątrz kościoła. W środku znajdowała się natomiast babcia jego byłej żony



