Akurat po tym meczu nie winiłbym Lovrena, on w zasadzie nie zrobił nic złego. Młody przed niego wbiegł, ten na moment dosłownie połozył na nim rece (nawet nie mozna mowic o odepchnieciu bo w momencie gdy młody sie wywracał Lovrena rece za nim nie poszły, czyli nie było ruchu ktory sugerowałby odepchniecie) i młody sie wywalił. Ksiązkowy przykład czegos co angole nazywaja soft penalty.
Wine za wynik koncowy ponosi... Mane. Mecz od początku układał sie tak, ze wiadomym bylo, ze o okazje bramkowe bedzie ciezko.
Everton bronił sie w 8, czasem w 9 na 30 metrze od swojej bramki, odległosc miedzy obroną i pomoca chyba w zadnym momencie w którym Liverpool miał piłke nie przekraczała 4-5 metrów, czyli ksiązkowy przykład autobusu Big Sama (taka dygresja, jak myslicie ile czasu minie zanim kibice Evertonu beda wygwizdywali Allardyce'a za styl gry?). I w takim meczu tak bardzo zjeac 150% sytuacje jaką miał pod koniec pierwszej połowy Mane to zbrodnia porownywalna z babolem w obronie. Tak po prostu nie mozna sie było zachowac. Wpadli w pole karne z przewagą 4 do 1 i Mane mógł zrobic wszystko, na Boga mógł nawet srzelac ale jak juz sie na to zdecydował to trzeba to było zrobic skutecznie....
Z pozytywow, są dwa. Joe Gomez wyrasta na prawego obronce pełną głebą. Dzisiaj wzorowe zawody. Imponuje siłą fizyczną i szybkoscią, do tego pewny siebie z fenomenalnym dosrodkowaniem. Kontuzja Clyne dała nam naprawde solidnego obronce.
Drugi to Ox. Zagrał w koncu jako jeden z 3 srodkowych pomocników i był z nich najlepszy. Cały czas pod grą, nie bał sie brac odpowiedzialnosci za rozgrywanie z niezłym przeglądem pola i solidną praca w defensywie (choc tego ostatniego z uwagi na gre Evertonu za duzo nie było)
Ogólnie to ciezko taki mecz ocenic. Everton nawet nie pierdnał, nie zrobił jednej składnej akcji, a mimo to wywoza z Anfield punkt. Coz futbol jest okrutny.
Btw, miałe zostac w barze na kolejne derby ale pomyślałem sobie, że jak mam ogladac 3 z rzędu mecz w którym tylko jedna druzyna chce grac w piłke to juz jednak za duzo jak na jeden dzien
I o ile Southampton i Evertonowi trudno sie dziwic, to przeciez Mou u siebie to zupełnie inna druzyna niz na wyjazdach z druzynami z top six hehehe... dobra sie nie wyzłosliwiam, bo jeszcze tym antyfutbolem to wygrają....



