Piękny mecz dla postronnego widza, szybkie tempo i mnóstwo sytuacji podbramkowych. Odczuwam spory niedosyt po tej wyrównującej bramce Bellerina, z drugiej strony kibice Arsenalu pewnie też liczyli na 3 punkty. Dramatyczny Morata, który głupieje gdy nie dostaje piłki na prosto na łeb od Azpilicuety. Słaby również Moses, który nie oferował nic poza zejściem na prawą nogę do końcowej linii i szukaniem wrzutki, dlatego łatwo czytał go młody Maitland-Niles (będą z niego ludzie, przebojowy lewy obrońca choć chyba przekwalifikowany). Od dłuższego czasu nie mogę też patrzeć na Bakayoko. "Zwrotność" Cahilla mogła poskutkować dwoma bramkami Lacazette'a, na szczęście ratował sytuację Courtois.
Z pozytywów to oczywiście Hazard, który niemal w pojedynkę napędzał Chelsea. No i występ Courtois godny pochwały. Pozytywnie również Kante i Cesc.
Z Marcosem Alonso jak zwykle mieszane uczucia. Można na niego liczyć w ofensywie, ma te swoje rzuty wolne czy nagłe wejścia w pole karne, dobrze się czuję w polu karnym rywala przy rzutach rożnych. Szkoda tylko, że w defensywie nie ma co na niego liczyć.
***
Jakoś nie widzę nas w tej Europie, pytanie nie brzmi "czy odpadamy" tylko "po ilu golach". Znowu będzie cofnięcie na własną połowę i liczenie na zrywy Hazarda, a jak pomyślę o ewentualnym sam na sam Moraty z ter Stegenem to...



