Detale.
Gra Madrytu w obronie bardzo daleka od ideału i tutaj pewnie można by było pokazać co najmniej kilkanaście akcji z wyraźnymi błędami, ale Paryżowi ciągle brakowało czy to ostatniego dogrania, czy lepszej decyzji, czy też lepszego strzału.
Druga połowa bardzo trudna i w sumie trudno mówić, by Madryt kontrolował przebieg wydarzeń, bo nic takiego nie miało miejsca. Długo były trudności z przetrzymaniem piłki na połowie rywala. Zidane w tych okolicznościach trochę za długo czekał ze zmianami, ale zrobił bardzo dobre. Takie, jak było trzeba. Paryż naciskał i konieczne było wprowadzenie do gry skrzydeł. Przetrzymujący piłkę Isco nie jest zawodnikiem do takiej gry. On może być dobry jak drużyna ma 65% posiadania piłki a nie 50% i zaczyna szukać kontrataków. Bale i Lucas wprost przeciwnie. Asensio też miał szanse się w tym odnaleźć i ostatecznie zrobił różnicę.
Emery wpadł w drugiej połowie na jakiś dziwny pomysł, którego nie potrafię rozgryźć. To znaczy zmiana ustawienia i podejście wyżej były dość czytelne, ale zmiana pozycji Alvesa już niekoniecznie. Trzeba było dać za Cavaniego Draxlera lub Di Marię i efekt byłby podobny, tylko zdecydowanie lepszy.
Widać było po reakcjach zawodników i sztabu szkoleniowego jak ważny to mecz. Zadanie zostało wykonane, choć ogólnie wynik jest lepszy niż gra i rewanż może jeszcze być bardzo trudny. Paryżowi może rzeczywiście brakuje umiejętności wygrywania kluczowych spotkań na styku, ale mają jeszcze mecz u siebie, więc to tam zostanie ta teza zweryfikowana. Zupełne przeciwieństwo Ronaldo, który znów pokazał się jako big game player. Trudno powiedzieć, by poza tymi golami grał dobrze, ale jednak znów był tam, gdzie być powinien w kluczowym momencie.



