A może niech dziecko samo decyduje, czy chce mieć na głowie takie zobowiązanie? Ja np. bym nie chciała.
Z rachunkami mieszczę się w 1000 zł, mieszkam w trzypokojowym mieszkaniu w świetnej lokalizacji, jestem w stanie sporo zaoszczędzić - czemu miałabym zmieniać miasto? Jest [ch**] pod wieloma względami, ale też nie mogę narzekać na swoją sytuację.
Serio? Nie miałam o tym pojęcia, chyba nigdy nie wspominałeś. Z ciekawości - gdzie mieszkałeś?cruel pisze: Futbolowa mieszka w Czestochowie, urodzilem sie tam i mieszkalem zanim zaczalem studia. Absolutna tragedia, fatalne miasto i esencja wszystkiego, czego
nie lubie w Polsce. Nie potrafie sobie wyobrazic osoby rozgarnietej ktora tam swiadomie zostaje. Z mojej klasy w liceum 30 sposrod 30 osob - wszystkie
wyjechaly (Wawa, Krk, Wroc, Poznan). Mialbym duzy problem ze znalezieniem gorszego miasta w PL.
Bez przesady, ja nie mam zamiaru nikomu mówić, jak ma żyć. Po prostu mówię o tym, jak obecnie widzę swoją sytuację. Może gdybym miała bardziej stabilne zarobki - a nie że raz 7000, raz 2000 - czułabym się pewniej. Póki co jednak nie widzę siebie z wielkim kredytem, i tylewloski pisze: Tak sobie myślę, że jakby jakaś mądra głowa z moderacji, ostatnie kilka stron przerzuciła do nowego tematu pod tytułem "Kredyt - jak żyć" to byłoby super. Ogólnie dla młodszego ludu przydadzą się sentencje wypisane przez koleżankę, która broni nas od kredytów niczym PISowcy nieurodzone dzieci od aborcji.


