Dwie rzeczy mi się rzucają w oczy po wczorajszym meczu.
Jedna to próby deprecjonowania Ronaldo przez kibiców Barcy tekstami o ilości oddanych strzałów czy delikatnymi wrzutkami w stylu, że pierwszy raz od stu lat zrobił coś z niczego albo zestawienie go z Messim w korzystnej dla Argentyńczyka statystyce. Pominę już teksty o tym, że Real to farciarze. Podsumujmy, Real eliminuje drugiego z rzędu, bardzo mocnego pretendenta do wygrania Ligi Mistrzów, drugi raz z rzędu robi to praktycznie w pierwszym meczu i drugi raz ma to miejsce za sprawą Ronaldo. Jakby nie zaklinać rzeczywistości, Portugalczyk kolejny raz po zimowej przerwie jest w ChL kosmitą. O ile w meczu z PSG jego rola została rozdmuchana za sprawą dość szczęśliwych bramek, tak wczoraj zagrał jak na aktualnego posiadacza Złotej Piłki przystało. Wyobrażam sobie co by się działo gdyby takiego gola strzelił wczoraj Messi. Zachwyty i wiadra lukru, w przypadku CR7 wiele osób pisze, że bramka piękna ale... Nie było żadnego ale, Ronaldo był wczoraj genialny, zagrał świetne zawody z finalistą LM, strzelił piękne bramki i powinien skończyć z hattrickiem. Przypomnę tylko, że rok wcześniej na zbliżonym etapie rozgrywek i na tym samym stadionie, to samo Juve zaserwowało lekcję futbolu Barcelonie wygrywając 3:0.
Druga rzecz, która mnie intryguje to dość spokojna postawa kibiców Juve po tym meczu. Ja rozumiem, że ekipa Allegriego miała fajne momenty ale come on. Juventus we Włoszech już rzyga tymi mistrzostwami, oczywistym jest, że celem jest triumf w Europie. Rok temu było blisko ale w tym nie było powodu żeby celować niżej. Trafia się okazja do rewanżu w formie dwumeczu, która dla takich ekip jak Juve jest IMO wygodniejsza niż jedno spotkanie a tu pierwsze minuty i łatwe 0:1 a finalnie blamaż 0:3 na własnym boisku w jednym z najważniejszych meczów sezonu. Podejrzewam, że Real 1:1 w Turynie wziąłby z pocałowaniem ręki, tu wczoraj IMo bliżej było do 0:4.
Ok, ja rozumiem, że Juve miało momenty niezłej gry ale to poniekąd wynikało też z tego, że Real po 3 minutach dostał już to po co przyjechał. Indywiudalne błędy to jedno, brak wyrachowania i mądrości boiskowej, która była w jakimś sensie synonimem Juve to już co innego. Ja wiem, że nie ma Pjanicia czy Benatii ale Juventus to właśnie była do tej pory ta ekipa, która ze Sturaro w składzie czy Mandzukiciem na skrzydle mogła ogrywać każdego. Wczoraj tej dojrzałości taktycznej u Włochów nie widziałem, Juventus mnie w tym względzie rozczarował, bo bardziej przypominał młodzika machającego łapami w nadziei na sukces niż wytrawnego pięściarza. Szybciutko stracony gol gdzie wiadomo jak to istotne żeby zagrać na 0 z tyłu, dawanie się wypunktować Realowi, juniorskie błędy w defensywie czy bezmyślność Dybali, która się nieźle z tym komponowała.
Zmierzam do tego, że nawet mając na uwadze formę zespołu, na miejscu kibica Juve byłbym zwyczajnie zły. Ekipa Allegriego w jednym z najważniejszych meczów sezonu dostała baty na własnym boisku i choć potwierdziła, że jest równorzędnym partnerem dla Realu i pewnie każdej czołowej ekipy, to pokazała też, że jest od tych Królewskich nadal istotnie słabsza. I ja tam nie widziałem pecha czy innych pozasportowych czynników, Real jak dla mnie zrobił wczoraj tyle ile trzeba żeby ten mecz w taki sposób wygrać. To, że Stara Dama przy okazji nie zafundowała swoim kibicom tak żałosnego spektaklu jak MU z Sevillą, wiele moim zdaniem w tej kwestii nie zmienia i powody do optymizmu to ostatnie co by mi chodziło po głowie po takim meczu jak wczoraj.



