Z tym się zgadzam, chociaż ogólnie efektywności Ronaldinho bym nie odbierał. Wygrał w piłce - zarówno klubowej jak i reprezentacyjnej - wszystko. Puchar Mistrzów (i europejski i Copa Liberdatores), krajowe tytuły, mistrzostwo świata, dwukrotnie Copa America. Będąc jednak skutecznym - punktował średnio mniej więcej co mecz.
Przy jego grze było widać po prostu radość z niej płynącą, swobodę. I to nie w epoce, gdzie piłka ogólnie tak wyglądała, tylko już przy w pełni "zawodowym" futbolu. Zawsze też było wiadomo, że porobi jakieś jaja z piłką. Ale ogólnie się z Tobą zgadzam, dlatego też zaznaczałem, że Messi w piłce klubowej podszedł profesjonalniej i więcej z niej wyciągnął. Ronaldinho... trudno powiedzieć, by zmarnował karierę. Mistrz świata, swojego kontynentu, zdobywca PM. Jak o takim piłkarzy powiedzieć, że zmarnował karierę... za to zmarnował pełnię potencjału. To już pasuje.
Bernabeu - akurat zawsze wysuwano naprzód tych, co najwięcej strzelali. Z tym, że Pele nie robił w pełni gry. Nie jak np wspomniani Didi czy Socrates.
Prawdę mówiąc, jak się spojrzy szerzej, to do drugiej połowy lat sześćdziesiątych piłka była ogólnie na poziomie, którego nie da się porównać z późniejszymi czasami, od wprowadzenia futbolu totalnego przez holenderską myśl szkoleniową. To taki moment dwóch innych er. Pewnie dlatego mimo wszystko patrzę według tego wzoru. To dwa całkowicie inne światy, rozdzielone okresem tak mniej więcej 65-74, tą dekadą zmian w piłce sięgających aż po dzisiejsze czasy. Dla mnie piłka stała się w pełni profesjonalna dopiero wtedy.



