Frekwencję zwiększa utożsamienie się z klubem i wiele czynników powiązanych z komfortem. Jakość infrastruktury, oglądanego poziomu sportowego, poczucie bezpieczeństwa, oferta okołostadionowa, ceny biletów. Tożsamość w tym wszystkim nadal jest istotna. Piłka nożna to w Polsce najpopularniejszy sport; jednak podobne zachowania utrwalają stadionowy wizerunek miejsca odpychającego dla większości ludzi. Nie buduje się mody bywania na stadionach. Ba, znam ludzi, którzy przestali chodzić, bo przestali się czuć dobrze na stadionach własnych klubów. Gdyż byli np atakowani za to, że pozostali na swoich miejscach, lżeni czy obrzucani lub im grożono; zamiast przejść na inne miejsca, bo tak się zażyczyło ultrasom, bo oni mają własne plany co do tego jak i gdzie kto ma kibicować. Nie mówiąc o zachowaniu wobec kibiców przeciwnika. Naprawdę, nie wszyscy czują się dobrze w patologicznej atmosferze. Niektórzy przychodzą kibicować, nie śpiewać o odbywaniu stosunków analnych z policjantami.
Z transmisjami jest podobnie. Spadek wartości marki i negatywne powiązania odrzucają sponsorów i telewizje. A mówimy o sporcie, który nie jest niszowy i kraju, w którym żyje kilkadziesiąt milionów ludzi.
P.S.
Dzięki ultrasom Lecha frekwencja na jego najbliższych ośmiu spotkaniach z pewnością będzie okazała



