Real wygra, bo jest postrachem Europy, do bólu doświadczonym i pragmatycznym zespołem. Z PSG, Juve czy Bayernem wizualnie nie byli może lepszą drużyną, ale to co mieli wykorzystali w 100%. Ponadto (bardzo mało zwraca się uwagę na ten aspekt, prawie że w ogóle) Zidane w odróżnieniu od Kloppa rotował składem a po zawodnikach Liverpool było w końcówce ligi widać, że nie mają już świeżości, siły do gry. Nie jest to oczywiście wina ani Niemca ani piłkarzy a włodarzy klubu, którzy myślą, że da się cokolwiek wygrać 11 zawodnikami.
Tak się zastanawiam, jakie atuty możemy mieć w tym spotkaniu. Scenariusz z siadaniem na rywalu i atakowaniem przez 3/4 meczu odpada, bo forma uciekła i mało prawdopodobne żeby wróciła. W finale na pewno nie zagra Oxlade-Chamberlain (irytujący, ale przydatny z przodu), wątpliwy jest występ Cana, od pierwszej minuty zagra Lovren, więc wąska kadra i tak się uszczupla. Zostaje nieprzewidywalność, ponieważ nawet jeżeli po 15 minutach będzie 0:2 to wydarzyć się jeszcze może wszystko. Za wcześnie chyba jednak na powtórkę z Milanu czy Borussii.



