Dzisiaj drugi mecz finału.
Historia, o której pewnie kiedyś obejrzycie film więc warto się zainteresować. NHL jako pierwsza z wielkich amerykańskich lig wpuściła Las Vegas do biznesu. Z uwagi na dziwne normy prawne w stanie Nevada i mizerne tradycje sportowe regionu, który jest wszystkim znany z nieco innych rzeczy, w USA nadal z mieszanymi uczuciami patrzono na tę decyzję. Postanowiono bowiem dołożyć do ligi nowy klub - 31 ekipę. Nikt nie spadł, nikt nie zmienił szyldu, po prostu dołożono nowy zespół, który nazwano Vegas Golden Knights i miał dołączyć do ligi od tego sezonu.
Teraz jednak najciekawsze - potrzebni byli hokeiści. Wybrnięto z tego w ten sposób, że 21 czerwca zorganizowano "expansion draft" gdzie nowy klub mógł sobie wziąć po 1 zawodniku z każdej ekipy ale oczywiście z wyłączeniem gwiazd i graczy podstawowych, generalnie czasem można było łyknąć ciekawsze nazwisko, niechciane już w swoim klubie, jak Neal czy Fleury ale głównie trafili do Vegas "odrzutkowie". Idąc piłkarskimi analogiami nie mogliby wyjąć Martiala czy Fabregasa, tylko Zappacostę albo Blinda. Zebrano więc tę bandę zawodników, którzy nie zostali wytypowani jako niezbędni w swoich ekipach i ruszono do rozgrywek.
No i ten zabawny twór zamiótł całą konferencją zachodnią, najpierw jako pierwszy debiutant bijąc szereg rekordów dywizji, potem przechodząc przez kolejne szczeble drzewka a teraz biją się o Puchar Stanleya i wygrywają z Capitals 1:0 w serii do 4 wygranych. Amerykanie lubią takie historie i teraz trzeba tylko czekać na jej finał.
Smaczku dodaje to, że grają z Capitals gdzie bryluje Owieczkin, czyli jeden z najwybitniejszych hokeistów naszych czasów, który nigdy nie miał okazji zagrać o Puchar Stanleya, nie był nigdy nawet szczególnie blisko. Gdyby po drugiej stronie jeździli Predators albo Jets to głównie na nim skupiałaby się uwaga, tak wszyscy czekają na to czy VGK zwieńczą dzieło i staną się największą sensacją w historii tej ligi.
Za 2h Game 2.



