Nie lubię kiedy sympatie klubowe zasłaniają zdrowy rozsądek i wpływają na postrzeganie rzeczywistości bądź pewnych uniwersalnych zasad.
Podsumujmy. Hiszpańska federacja po najlepszych latach w historii swojej reprezentacji, zauważyła, że pewna formuła się wyczerpała i szuka nowego trenera. Kandydatów jest sporo ale wzięli gościa, który po sukcesach z hiszpańskimi młodzieżówkami, trenował FC Porto, dostał tam najwyższy budżet w historii portugalskiej ligi i przez 1.5 sezonu zajął ze Smokami 2gie miejsce oraz wszedł do ćwierćfinału LM, kolejnego nie dograł do końca, bo z powodu słabych wyników go zwolniono. Czasem Porto grało lepiej, czasem gorzej ale generalnie spodziewano się lepszych wyników. Mówiono, że trafi do Championship trenować Wolverhampton ale tu z ofertą zgłosiła się hiszpańska federacja, która mając w pamięci wygrane Euro U19 i U21 postanowiła dać mu szansę jako następcy Sfinksa. Decyzja nieoczywista i dość ryzykowna ale przyjęta ze zrozumieniem.
Gość nie miał w tamtym momencie papierów na wielkie trenowanie, to federacja sprawiła, że wypłynął na naprawdę szerokie wody. Tak naprawdę poza awansem na Mundial nie zrobił dotychczas niczego na tyle wielkiego żeby ktoś poważniejszy na niego skinął i postawienie akurat na niego pod kątem nadchodzących mistrzostw, to był pewien hazard ze strony hiszpańskiej federacji. Wyniki okazały się na tyle zadowalające, że zdecydowano nawet przedłużyć oficjalnie ten kontrakt do 2020 roku dwa tygodnie temu. Tuż przed mistrzostwami, nie mając żadnej gwarancji, że z Lopeteguim na ławce Hiszpanie się nie skompromitują. W skrócie hiszpańska federacja wyciągnęła gościa zanim poszedł trenować ekipę w Championship albo średniaka La Liga, posadziła na najbardziej prestiżowym stołku trenerskim w kraju i w dodatku przed pierwszym poważniejszym testem, zapewniła w pewnym sensie gwarancję spokojnej pracy i utrzymania stołka. Bajka.
No i co się okazuje. Zidane zaskakuje Real i odchodzi, Perez pewnie w nerwach szuka następcy, wymyśla sobie trenera reprezentacji a ten jak jakaś gimnazjalistka na widok Justina Biebera ściąga majtki. Tak naprawdę, będąc Hiszpanem uznałbym to za czyste skurwysyństwo zarówno ze strony trenera jak i Realu. Reprezentacja to dobro narodowe, w jakiś niepisany sposób gaszące te spory Real/Barca i Hiszpania/Katalonia, łączące wszystkich Hiszpanów w jednym celu i pozwalające grać Pique w parze z Ramosem, tworząc kolektyw w imię większego dobra. Posiadanie tam swoich graczy i kapitana to prestiż dla klubu i miasta.
Perez ze swoim zarządem pokazał, że zarówno jakieś wartości jak i tę reprezentację ma głęboko w dupie, w przypadku Realu okazuje się na tyle bezwzględny, że jest gotowy utopić nawet własną reprezentację narodową byle tylko dostać upatrzoną zabawkę. I co śmieszniejsze, jakoś nie widzę tłumu topowych klubów nagle zabijających się o Lopeteguiego, nawet w przypadku mistrzostwa świata Hiszpanów, kiedy wiadomo, że przed chwilą przedłużył kontrakt. Real mógł go sobie spokojnie wziąć po mistrzostwach, niezależnie od wyniku, dogadując się ze związkiem czy nie i aktywując klauzulę. Ale nie, oni musieli go mieć tu i teraz, 3 dni przed mistrzostwami. No chyba nikt nie spodziewał się w Madrycie, że Lopetegui będzie sobie trenował kadrę na mistrzostwach a w przerwie meczu wybierał cele transferowe i zmieniał strukturę Realu? Co ta umowa miała dać Realowi, poza tym, że spowodowała spustoszenie w kadrze, nie mam pojęcia. I tak musieliby na gościa czekać miesiąc, i tak by go dostali, skoro miał tak mokro w gaciach na dźwięk słowa "Real" a jedyne co udało im się osiągnąć podpisując go tuż przed Mundialem, za plecami związku, to, że rozjebali kadrę. Mogli tak zrobić? Pewnie, że mogli, kto im zabroni ale to, że nasrali przy tym w swoje hiszpańskie gniazdo świadczy tylko o nich. Co innego jakby zaklepali sobie Lowa czy Tite. Też byłby jakiś mały kwas ale to w końcu nie ich reprezentacja ale rozpieprzyć swoją narodową kadrę, gdzie ma się kapitana i tylu graczy, dla których ten Mundial może być turniejem życia, to dla mnie już jakaś wyższa abstrakcja.
Teraz przejdźmy do samego trenera. Jak wspomniałem wyżej, ta pozycja, którą zyskał i dzięki której dostał ofertę od Realu, to zasługa związku. Oni go na dobrą sprawę stworzyli. Już pomijam jakąś zwykłą, ludzką wdzięczność i szacunek do pracodawcy, o to go nie podejrzewam ale gość przepracował z grupą ludzi 2 lata, jedzie z nimi na mistrzostwa świata, największą piłkarską imprezę, w dodatku z aspiracjami medalowymi. Nie wiem co trzeba mieć we łbie, kiedy ma się za 3 dni kluczowy mecz w grupie, żeby strzelić sobie wtedy oficjalnie kontrakt z Realem czy jakimkolwiek innym klubem. Koleś 24h/dobę powinien już być wtedy wyłączony z życia, poświęcony tylko kadrze i wynikowi na mistrzostwach, analizując jak Ronaldo podbija sobie piłkę przy tych karnych. A on w tym czasie siedzi na whatsupie z Floro i wymyślają kogo by tu na bramkę. Trudno mi stwierdzić czy Lopetegui to po prostu taka trenerska dziwka, która ma gdzieś jakiekolwiek wartości i patrzy tylko gdzie będzie więcej siana, czy chciał być sprytniejszy niż można i wierzył, że przed wycieczką do Madrytu, zagra sobie Mundial, bo związek nie będzie miał jaj go wywalić 2 dni przed turniejem. Tak czy siak wydymał bez mydła ludzi, którzy w niego uwierzyli choć nie musieli i w dodatku przedłużyli z nim kontrakt żeby zapewnić mu komfortową robotę. Zupełny brak wyobraźni.
Na koniec ten objeżdżany związek. Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony, Lopetegui postawił ich przed sytuacją bez wyjścia. Dać się otwarcie wydymać i pozwolić trenerowi, który sobie wybrał kadrę i ją przygotowywał, zatriumfować, bo pewnie na to liczył Lopetegui ale nie burzyć tej roboty, którą wykonał z piłkarzami, czy się oburzyć i go zaorać. Postawili na to drugie choć tu też nie byłbym taki jednostronny w osądach, bo każda ich decyzja była bardzo ryzykowna. W przypadku zostawienia Lopeteguiego i braku wyniku byłyby głosy o tym, że dali ciała. Wiedząc, że to nowy trener Realu mogłyby padać oskarżenia o faworyzowanie graczy Królewskich i nie wiadomo jak na tę sytuację reagowaliby gracze Barcy czy Atletico (Akurat Celades z Hierro wiele tu nie zmieniają...). Generalnie albo mogliby zrobić wynik i byłoby mu wybaczone, albo by się skompromitowali i skłócili a oberwałby związek za to, że tego nie skrócił kiedy mógł. Teraz cholera wie czego się spodziewać po Hiszpanach, może ta sytuacja w jakiś sposób ich scementuje, a może rozbici popłyną szybciutko. Niezależnie od decyzji związku to Lopetegui i Real spowodowali ferment, bo trudno było się przecież spodziewać, że taka informacja tuż przed Mundialem przejdzie bez echa a wszyscy złapią się za ręce i będą tańczyć wokół hiszpańskiej flagi, z prezesem związku włącznie.
Ciekawi mnie jak kibice Realu komentowaliby taką historię gdyby padła udziałem Barcelony. Wszak to Katalonia chce się oddzielić i często manifestuje swoją odrębność a tu mamy do czynienia z klubem ze stolicy, zawsze będącym fundamentalną częścią tej reprezentacji. Z której strony by na to nie patrzeć, ewidentnie Perez z Realem, wykorzystując Lope z kisielem w majtkach, rozwalili od środka hiszpańską kadrę. Co dla mnie śmieszniejsze, w przypadku akurat tego kandydata, wcale tego robić nie musieli. Dziwią mnie tu głosy, które próbują jakoś wybielać (jak to się ładnie układa) czy Real, czy trenera, kiedy to zachowanie było zwyczajnie słabe. Z jednej strony pamiętam jak krytykowaliście Ronaldo po jego wypowiedzi po finale LM, z drugiej próbujecie jakoś uzasadniać świnię podrzuconą przez Pereza i Lope reprezentacji Hiszpanii choć "ciężar" przewinień jest tu nieporównywalny. Już widzę słowa wsparcia i zrozumienia dla Ronaldo jak dzień przed finałem LM ogłasza oficjalnie, że idzie do PSG. Albo reakcję na to, że Zidane podpisał kontrakt od następnego sezonu z Atletico, dobę przed meczem z Liverpoolem.



