Rosjanie spisują się nadspodziewanie dobrze, i choć mieli duże szczęście w losowaniu, a w obu dotychczasowych meczach rywale im pomagali, to jednak podopieczni Czerczesowa wykorzystują swoją szansę - biorąc pod uwagę problemy Sbornej jeszcze na długo przed turniejem oraz pesymizm nawet w rosyjskich mediach, to można uznać, że Rosjanie wychodząc z grupy po dwóch pewnych zwycięstwach swoje już zrobili.
W 1. połowie obserwowaliśmy dobry, żywy mecz. Przez pierwsze kilkanaście minut Rosjanie dominowali i grali na poziome zbliżonym do 2. połowy z Arabią Saudyjską. Póniej Egipcjanie ogarnęli się i próbowali odgryzać. Aktywny był Trezeguet, a powracający po kontuzji Salah, choć najwyraźniej jeszcze nie gotowy na 90 minut, wyglądał nieźle - dobrze pokazywał się na pozycjach, szukał sytuacji i dryblingów. To on miał najlepszą sytuację dla Egiptu w 1. połowie, uderzając z półobrotu obok bramki. Po przerwie szybka utrata kuriozalnego gola samobójczego wyraźnie podcięła skrzydła Faraonom, kolejne bramki Rosjanie zdobyli dość łatwo, choć po dobrych akcjach. Choć kibicowałem Rosji, to jednak fajnie, że Salah zdołał nie tylko wrócić, ale i zaznaczyć swoją obecność na Mundialu golem.



