Nie wiem czy zauważyliście ale startowaliśmy do drugiej serii spotkań w sytuacji identycznej co Niemcy. Pierwszy mecz w plecy po słabej grze, Loew podobnie jak Nawałka też przekombinował i zaczął cudować ze składem. Przychodzi drugi mecz i pierwsze co rzuca się w oczy to inne nastawienie Niemców mimo wciąż tych samych mankamentów w grze. Napierają od pierwszych minut, w pewnym momencie to wygląda jakby grali jakimś przedwojennym 2-3-5 a Szwedzi podobnie jak Meksykanie wypuszczają fajne kontry i do przerwy wychodzą na prowadzenie. Co robią Niemcy? Konsekwentnie dalej grają swoje, wysoki pressing i gra na pograniczu ryzyka utraty kolejnej bramki. No bo co mają do stracenia? Jeśli przegrają, nie będzie istotne ile. No i szybko po wznowieniu gry wyrównują. Nie cofają się jednak próbując grać nieco bardziej rozważnie tylko cisną dalej bo wiedzą że Szwedzi wreszcie się zmęczą i zaczną popełniać błędy. Nagle jeb, Boateng łapie czerwoną. Tracą najlepszego stopera i sprawa się komplikuje. Teoretycznie ten remis to nie tak zły wynik mając w perspektywie ostatni mecz z lamusami z Korei. No ale byliby uzależnieni od wyniku drugiego spotkania. Tam remis Meksyku ze Szwedami odsyła ich do domu. Więc nie kalkulują i jadą z koksem dalej a Szwedzi pękają. Główka Gomeza, słupek Brandta i wreszcie ostatnia akcja meczu i cel zostaje osiągnięty. W bólach i okupiony utratą wielu sił ale jest.
Teraz przechodzimy do meczu Polski, gdzie podobnie jak Niemcy nie mogliśmy już kalkulować i liczyły się tylko 3 punkty. Nawet niezły początek, pressing i pokazanie rywalowi że nie będzie lekko ale... wszystko jebło już po 15 minutach. Oddajemy Kolumbii piłkę i inicjatywę. Jeszcze pół biedy gdyby to miało na celu wpuszczenie rywala by go skontrować. Ale gdzie tam. No i przed przerwą dostajemy bramkę. Co zmienia się obrazie gry w drugiej połowie? Nic. Zero sportowej złości, jechania na dupie. Udawany pressing w wykonaniu napastników, druga linia i obrona dalej okopana
Miałem pisać jeszcze ale w sumie to i tak sporo jak na mój obecny stan umysłu i ogólne zrezygnowanie, więc resztę przemyśleń wrzucę jutro. Chyba.



