Zabawne że w swoim najlepszym okresie kariery gdy strzelał pierdyliardy bramek w Barcelonie, na Mundialu w Brazylii stać go było na wicemistrzostwo w łudząco podobnym stylu do tego Argentyny z Italia '90, który w wykonaniu Maradony głównie przez nękające go urazy był słaby. Podtrzymuję tu opinię że by w pojedynkę poprowadzić drużynę o ograniczonym potencjale do sukcesu potrzeba trzech rzeczy - geniuszu, życiowej formy i szaleństwa. Podtrzymuję również to co pisałem kilka miesięcy temu. Messi to świetnie zaprogramowana maszyna, taki limit breaker, ale w jego wyczynach brak duszy.



