Nie rozumiem niektórych ocen po tym spotkaniu.
Do około 70 minuty Kolumbia nie miała nic. Zero. Null. Anglia całkowicie kontrolował ten mecz. Stwarzała sytuacje. W pełni zasłużenie prowadziła. Widać było ogromną frustracje Kolumbijczyków ich brutalną grą.
Poźniej Soutghate wprowadził Diera za Alliego cofnął się i Kolumbia całkowicie ich zdominowała. Głupi ruch. Trzeba było grać swoje. Właśnie bronić się przez kontrolowanie meczu na połowie rywala. Zrobił inaczej, oddał piłkę i dał wiatr w żagle Kolumbii. Trwał on do końca pierwszej cześci dogrywki. Druga również pod dyktando Anglii.
Tak więc niektóre głosy, że szkoda, że drwale przeszli, że szkoda Kolumbii nie wiem skąd się w ogóle wzięły.
Tym bardziej iż ta Anglia to jest chyba najlepsza jaką widziałem jak operuje piłką. Żadnych long passów Steviego G i innych przecinaków. Kontrola gry poprzez posiadanie. I co najważniejsze nie jak choćby Hiszpanie czy Niemcy klepu klepu. Tylko z odpowiednim napędzeniem w trzeciej strefie przed polem karnym rywala.
Zobaczymy co będzie dalej. Obawiałem się mocno, że właśnie z Kolumbią odpadną. Ze Szwecją nie powinni...aczkolwiek sympatyzując z nimi od dawna i przeżywając rozczarowania za rozczarowaniem od euro 96 niczego być pewnym nie można i wcale się nie zdziwię jak z nimi zesrają.
Niemniej jednak jak wspominał Ryba byłby to chichot losu gdyby oni chociaż jakiś medal przywieźli w momencie gdy wcześniejsze pokolenie null. Ale to pokazuje, że po prostu ważna jest drużyna, odpowiednie jej ułożenie i zbalansowanie, a nie upychanie wszystkich najlepszych do składu.



