Świetne widowisko i zasłużone zwycięstwo Belgii. Courtois bronił kapitalnie (póki co jest chyba najmocniejszym, obok Llorisa, kandydatem do nagrody najlepszego bramkarza turnieju), ale zawodnikiem meczu był zdecydowanie Hazard - w 1. połowie napędzał belgijską ofensywę, w 2. był głównym architektem kontrataków i zdobywał rzuty wolne na połowie rywala w kluczowych momentach, dając oddech defensywie.
Brazylijczycy nie zagrali źle, i przy odrobinie szczęścia nie musieli schodzić z boiska pokonani - słupek w pierwszych minutach, sytuacja z karnym (moim zdaniem można było podyktować), do tego fatalne pudła w stuprocentowych sytuacjach w wykonaniu Renato Augusto i Coutinho. Na tym poziomie i w tej fazie meczu takich sytuacji po prostu nie można marnować. Jednym z największych rozczarowań tego Mundialu jest dla mnie Gabriel Jesus - zakończył turniej bez gola, w większości meczów był mało widoczny, dziś obok jednej akcji przy linii końcowej nie pokazał praktycznie nic. Gdyby zamiast niego od pierwszej minuty grał Firminho, Brazylia byłaby zapewne groźniejsza w pierwszej połowie.



