Znasz kogoś, kto wychowywał się bez rodziców? Albo dzieci z adopcji? Bo ja znam i adopcja dała im szansę na normalny dom i względnie normalne życie. Możesz sobie to nazywać "rozdawnictwem", ale przydałoby się trochę więcej empatii. Tym bardziej, że same procedury są bardzo długie, adaptacja trwa wiele miesięcy i to nie jest tak, że przychodzisz, wskazujesz palcem na dziecko i ci je dają w prezencie.
Wiadomo, to jest dużo głębsza sprawa. Ale tak czy siak - nie da się stwierdzić, że wychowywanie przez rodziców homoseksualnych byłoby gorsze od siedzenia do osiemnastki w ośrodku.


