Fajny, typowo japoński wynik padł jeszcze w meczu Jubilo Iwata - Kashima Antlers (3:3, 90 minut rozegrał oczywiście Krzysztof Kamiński), ale przy tym co wydarzyło się na Yurtec Stadium Sendai wypada to bardzo blado. Jakieś super te bramki nie były, wynikały raczej z defensywnej mierności gospodarzy niż galaktycznej dyspozycji w ofensywie gości (moją uwagę zwróciły trafienia z 3:08 oraz 4:33), ale gdybym oglądał ten mecz to pewnie bawiłbym się przednio. Nawet mimo tego, że Vegalta została boleśnie skarcona



