W punkt.
Miałem w rodzinie sytuację gdzie normalna hetero para, dwójka dobrze sytuowanych lekarzy podlegała normalnemu, mozolnemu procesowi weryfikacji przed adopcją. Także czasem mam wrażenie, że nie wszyscy dysponują wiedzą jak taki proces wygląda w rzeczywistości i wydaję się, że przychodzisz jak do schroniska i bierzesz dzieciaka jak szczeniaczka. Prawdę mówiąc nie wiem jak wygląda proces adoptowania psów ze schroniska. Tak sobie go wyobrażam. Także kolejna próba odbijania argumentacji na zasadzie 'a co jak dziecko dostanie pedofil?'. Otóż przynajmniej w teorii istnieją odpowiednie służby, które w normalnym kraju są opłacane by weryfikować kandydatów i marginalizować ryzyko powierzania wychowania dziecka osobom nie mającym najmniejszych predyspozycji do rodzicielstwa. I nie mam tu na myśli tej mitycznej pedofilii u gejów czy lesbijek.



