Parada Równości

Awatar użytkownika
Kluchman
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18261
Rejestracja: 30 kwie 2006, 19:06
Reputacja: 2266
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Parada Równości

Post autor: Kluchman » 23 lip 2018, 11:22

Cement pisze: Oczywiście, małżeństwo ma niewątpliwie kulturowy aspekt, jednak tradycyjny model małżeństwa i tradycyjne role płciowe są odzwierciedleniem biologicznych realiów i różnic między mężczyznami a kobietami - zajmowanie się przez kobietę domem i dziećmi oraz zaspokajanie materialnych potrzeb rodziny przez mężczyznę są zgodne z psychiką i predyspozycjami obu płci.
Nie wiem na jakiej podstawie rościsz sobie prawo do decydowania o tym, co jest "zgodne z psychiką i predyspozycjami" kobiet. To, że przez wiele lat mężczyźni zdominowali władzę i politykę w Europie nie oznacza wcale, że kobiety wcale nie chciały uczestniczyć w życiu społecznym. Ty chyba jednak w ogóle nie zdajesz sobie sprawy, jak kiedyś, "tradycyjnie", wyglądało dzieciństwo. W zależności od czasów, społeczeństwa i klasy społecznej normą były miedzy innymi takie rzeczy jak:
1. Wychowywanie dzieci przez kobiety bez żadnego udziału mężczyzn. Celowo nie piszę tutaj o ojcach i matkach, bo miało to charakter grupowy. Gdy dziecko nabierało pewnej samodzielności, wzorce czerpało od rówieśników i starszych dzieci.
2. Odbieranie dzieci od rodziców w dość młodym wieku i wychowywanie państwowe, często bardzo trudne i angażujące fizycznie oraz emocjonalnie.
3. Poddawanie dzieci bardzo wysokiej dyscyplinie i bezwzględnemu autorytetowi ojca wliczając dyscyplinę i siłę fizyczną, gdzie matki nie miały żadnej władzy decyzyjnej.
4. Traktowanie dzieci jak "mniejszych i słabszych" dorosłych ze wszelkimi tego implikacjami.
5. Branie ślubów już w wieku 12 lat.
6. Wysyłanie dzieci do szkół, gdzie były przez lata kształtowane niemal bez udziału rodziców.
7. Angażowanie dzieci do pracy w polu, u rzemieślników, w końcu też w kopalniach i fabrykach.
8. Wychowywanie dzieci przez zatrudnionych do tego opiekunów i nauczycieli ze stosunkowo niewielkim udziałem rodziców.
Model,w którym matka siedzi w domu, w żaden sposób nie pracuje i zajmuje się dziećmi aż do ich wieku nastoletniego nie jest niczym tradycyjnym. To wynalazek stosunkowo świeżej daty i obecnie w wielu krajach niemal porzucony. Jeśli dodać do tego wzorzec obu płci, o który tak apelujesz i troszczysz się w tej dyskusji, to w obecnym rozumieniu nie było go praktycznie nigdy aż do czasów całkiem współczesnych. Chyba, że za takie wzorce uznamy pozbawianie dzieci dzieciństwa w jego obecnym rozumieniu, ale za to ich przebywanie w pełnej i "normalnej" rodzinie bez względu na rzeczywistą rolę społeczną, gdzie dzieci wykorzystywano po prostu do pracy. Nikt przy tym nie twierdził, że jest to złe i tworzy niewłaściwe wzorce i zagraża rozwojowi psychicznemu dziecka. Pomimo takich jak wymienione wyżej i innych ciekawych praktyk wychowawczych gatunek ludzki przetrwał i wciąż ma się całkiem dobrze. Wychowywanie przez "dwóch ojców" lub "dwie matki" we współczesnych cieplarnianych warunkach to przy tym drobiazg, o ile tylko konserwatyści zdołają powstrzymać się od ostracyzmu. Tym bardziej, że na rozwój dziecka wpływa bardzo dużo czynników, w tym czynniki biologiczne (genetyka z uwzględnieniem epigenetyki), a także oczywiście czynniki środowiskowe. Warto podkreślić, że rodzice stanowią tylko niewielką część środowiska dziecka, a większość wzorców czerpie ono od rówieśników, z którymi już w pewnym niezbyt zaawansowanym wieku spędza dużo więcej czasu niż z rodzicami. Stąd przykładowo dzieci imigrantów często z łatwością opanowują język kraju, w którym mieszkają wliczając w to poprawny akcent, a z ojczystym językiem rodziców mają problemy.
Cement pisze: Dlatego właśnie w krajach gdzie kobiety mają największą wolność (jak np. w Skandynawii) kobiety wybierają życie zgodne z tymi właśnie tradycyjnymi rolami płciowymi, mimo feministycznej propagandy.
Ta feministyczna propaganda sprawia, że w Szwecji i w Norwegii aktywność zawodowa kobiet jest najwyższa w Europie (obok Szwajcarii). Sprawia też, że ponad połowa dzieci w tych krajach rodzi się poza związkami małżeńskimi (choć np. na Islandii jest to ponad 60%). Te dane niezbicie dowodzą prawdziwości twojej tezy o wybieraniu tradycyjnych ról.
Cement pisze: Antropolog Joseph Daniel Unwin, który początkowo uważał że monogamiczne małżeństwo nie jest optymalne dla rozwoju społecznego, musiał zmienić zdanie, gdyż jego badania kultur z różnych obszarów świata i okresów historii wykazały, że istnieje wyraźna korelacja między monogamicznym małżeństwem (w sumie to pleonazm - nie ma innego małżeństwa niż monogamiczne, ale lewacy chcą nam dziś wmówić co innego) a sukcesem cywilizacyjnym, a społeczności nie praktykujące małżeństwa i monogamii rzadko osiągają sukces cywilizacyjny. Jest tak oczywiście, ponieważ małżeństwo i monogamia w optymalny sposób nadają kierunek biologicznie uwarunkowanym charakterystykom psychiki kobiet i mężczyzn, jednocześnie ograniczając elementy które są w tej psychice destrukcyjne dla rozwoju społeczeństwa.
To właściwie niczego nie dowodzi, ponieważ monogamiczne małżeństwa bezwzględnie obowiązują w niemal wszystkich krajach świata. Wyjątki stanowi część krajów afrykańskich i południowej Azji. Trudno zatem, by wnioski z tej niezwykle wnikliwej pracy pana Unwina mogły być inne. Chciałbym tylko skromnie zwrócić uwagę, że korelacja nie jest tym samym, co determinizm. Nie wiem w sumie, dlaczego za autorytet w tej kwestii uznałeś akurat antropologa zmarłego 80 lat temu. Nowszych prac z takimi tezami nie było?
Cement pisze: Nie żadne mądre zdanie, a nonsens. Dzieci adoptowane przez pary homoseksualne mogą mieć liczne problemy wynikające z zaburzeń u ich przybranych "rodziców".
Jak już wykazałem TUTAJ jest to nieprawda, ale nie przeszkadza ci to w powielaniu po raz kolejny tego twierdzenia. Może byś dla odmiany podał jakieś źródła i dowody?
Cement pisze: Jak już pisałem, związki lesbijskie są najbardziej niestabilnymi i nacechowanymi przemocą. Nawet więc jeśli uznamy dwie lesbijki i dziecko za "rodzinę", to adoptowanie przez nie dzieci naraża je na życie w rozbitej rodzinie w znacznie większym stopniu aniżeli w przypadku par heteroseksualnych. Po drugie, do prawidłowego rozwoju psychicznego i społecznego dziecko potrzebuje zarówno przykładu męskiego, jak i kobiecego. Ponownie, wynika to z biologicznych różnic między kobietami a mężczyznami dotyczącymi zarówno predyspozycji do różnych dziedzin życia, jak i różnic w psychice. Oddanie dziecka parze homoseksualnej odbiera dziecku możliwość rozwoju z matką i ojcem.
Gdyby ten wzorzec męski i kobiecy były tak niezbędne, to cywilizacja człowieka dawno by upadła (patrz wyżej). Znowu podajesz bez żadnych dowodów swoje twierdzenia o rzekomej "przemocy" do czego ogólnie trudno się odnieść, bo jest to po prostu manipulacja i kłamstwo. Co do niższej stabilności związków homoseksualnych to jest to całkowicie normalne. "Tradycyjne" związki po ich sformalizowaniu stają się stabilniejsze dzięki takim aspektom jak: wzajemna zależność ekonomiczna, kredyty hipoteczne, dzieci, konieczność postępowania sądowego w przypadku rozstania, brak alternatywy w postaci innych partnerów (zwłaszcza na wsi). To są czynniki, które utrzymują związki w dużo większym stopniu niż jakiekolwiek inne. Mimo to stosunek rozwodów do małżeństw w Polsce wynosi około 1/3, a w miastach ponad 40%. W Skandynawii ponad 40% małżeństw kończy się rozwodem. O związkach nieformalnych nie ma co pisać, bo raczej niewiele jest par, dla których mąż/żona są pierwszym partnerem.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”