Kluchman pisze:Nie wiem na jakiej podstawie rościsz sobie prawo do decydowania o tym, co jest "zgodne z psychiką i predyspozycjami" kobiet.
Nie roszczę sobie do niczego praw, wskazuję po prostu na biologiczne uwarunkowania. Dla lewaków jest to oczywiście nie do przyjęcia, bo nie dopuszczają możliwości, że między kobietami a mężczyznami istnieją różnice wynikające z uwarunkowań psychologicznych. Na to właśnie wskazał James Damore w swoim dokumencie przygotowanym i rozpropagowanym w Google, obficie dokumentując to wynikami badań naukowych i został za to wyrzucony z Google. Naukowo udowodnione fakty nie miały znaczenia - tak działa lewactwo (Google jako korporacja jest nim przesiąknięta). Podobnie jest w przypadku Jordana Petersona, który m.in. za stwierdzanie oczywistych faktów na temat różnic między kobietami a mężczyznami jest wściekle atakowany przez lewactwo.
Kobiety są bardziej zainteresowane ludźmi aniżeli zagadnieniami, ponadto myślą w sposób bardziej emocjonalny - cechy te dają im lepsze predyspozycje do zajmowania się dziećmi. Równocześnie, kobiety bardziej dążą do kompromisu i są mniej asertywne niż mężczyźni, trudniej im więc negocjować w warunkach stresu czy też piąć się po kolejnych szczeblach karier w firmach. Kobiety mają też mniejszą odporność na stres i większą podatność na neurotyzm, przez co mają gorsze predyspozycje do wykonywania prac w których pojawiają się sytuacje wywołujące wysoki poziom stresu (a więc duża część obecnego rynku pracy).
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/ful ... 10.00320.x
Statystycznie kobiety mają więc gorsze aniżeli mężczyźni predyspozycje do pracy zarobkowej, i lepsze predyspozycje do zajmowania się dziećmi i rodziną. Tradycyjne role płciowe i tradycyjny model małżeństwa to właśnie odzwierciedlały, będąc w zgodzie z biologią.
Nie bez powodu, bo mają do tego lepsze predyspozycje aniżeli kobiety - patrz wyżej. Z kolei kobiety mają lepsze predyspozycje w innych dziedzinach życia, zwłaszcza jeśli chodzi o życie rodzinne.Kluchman pisze:To, że przez wiele lat mężczyźni zdominowali władzę i politykę w Europie
A czym, jak nie uczestniczeniem w życiu społecznym jest wychowywanie i kształtowanie nowych pokoleń poprzez wychowywanie dzieci i zajmowanie się rodziną? To jedno z najbardziej odpowiedzialnych zadań w społeczeństwie. Rodzina jest podstawową jednostką społeczną, i od jej funkcjonowania zależy sukces społeczeństwa. Jak słusznie napisał Chesterton, jednym z największych kłamstw feminizmu było wmówienie kobietom, że bycie pomocą dla męża to niewolnictwo, a bycie niewolnikiem pracodawcy to wyzwolenie. Co się tyczy typowo męskich zajęć, w historii chrześcijańskiej Europy nie brakowało kobiet z predyspozycjami do tego które takie role spełniały, ale statystycznie jest to mniejszość kobiet.Kluchman pisze:nie oznacza wcale, że kobiety wcale nie chciały uczestniczyć w życiu społecznym.
Zresztą, jak już pisałem, w krajach o największym stopniu "wolności" kobiet, kobiety mając wolny wybór same wybierają życie i zawody zgodne z tradycyjnymi rolami płciowymi, nie zaś ścieżkę życia agresywnie propagowaną przez feminizm. Kobiety same najlepiej potwierdzają więc to, o czym piszę.
https://theculturetrip.com/europe/swede ... o-science/
Nie wiem jak wysmażyłeś tę listę, bo jest to miszmasz na który składają się elementy w różnych okresach historii i różnych kulturach. Np. oddanie dzieci państwowemu systemowi edukacji ograniczającego wpływ rodziców na wychowanie dziecka jest zjawiskiem, które jest plagą współczesnych czasów, gdzie dzieci są zmuszane do uczęszczania do szkół w coraz młodszym wieku, gdzie są indoktrynowane programami nauczania zgodnymi z lewicową ideologią dominującą w Europie. Inne elementy które wymieniłeś są jak najbardziej pozytywne (kary cielesne mają swoje właściwe miejsce w wychowaniu dziecka, a mocny autorytet ojca jako głowy rodziny jest konieczny do jej prawidłowego funkcjonowania). Angażowanie dzieci do pracy często było konieczne dla przetrwania rodziny i dawało dzieciom umiejętności do przejęcia gospodarstw/warsztatów/działalności pozwalających im później utrzymać się i założyć własne rodziny.1. Wychowywanie dzieci przez kobiety bez żadnego udziału mężczyzn. Celowo nie piszę tutaj o ojcach i matkach, bo miało to charakter grupowy. Gdy dziecko nabierało pewnej samodzielności, wzorce czerpało od rówieśników i starszych dzieci.
2. Odbieranie dzieci od rodziców w dość młodym wieku i wychowywanie państwowe, często bardzo trudne i angażujące fizycznie oraz emocjonalnie.
3. Poddawanie dzieci bardzo wysokiej dyscyplinie i bezwzględnemu autorytetowi ojca wliczając dyscyplinę i siłę fizyczną, gdzie matki nie miały żadnej władzy decyzyjnej.
4. Traktowanie dzieci jak "mniejszych i słabszych" dorosłych ze wszelkimi tego implikacjami.
5. Branie ślubów już w wieku 12 lat.
6. Wysyłanie dzieci do szkół, gdzie były przez lata kształtowane niemal bez udziału rodziców.
7. Angażowanie dzieci do pracy w polu, u rzemieślników, w końcu też w kopalniach i fabrykach.
8. Wychowywanie dzieci przez zatrudnionych do tego opiekunów i nauczycieli ze stosunkowo niewielkim udziałem rodziców.
Wybacz, ale piszesz takie bzdury, że głowa może rozboleć. Model rodziny w którym matka zajmuje się dziećmi i domowym ogniskiem, a ojciec pracą i zaspokajaniem potrzeb rodziny funkcjonował już od starożytności, i był podstawą sukcesu Cesarstwa Rzymskiego. Kobieta zajmowała się dziećmi we wczesnych latach ich życia (potomstwo miało status dziecka aż do wieku nastoletniego, chłopcy nieco dłużej), dziewczynki były przygotowywane do ról matek i żon od wczesnych lat życia. Z kolei ojciec posiadał zarówno społeczny, jak i prawny autorytet potrzebny do wychowania dziecka i wprowadzenia go w dorosłe życie. Dalej, w średniowiecznej Europie dzieci w przeważającej większości mieszkały z rodzicami i dorastały w dużej rodzinie, choć czasem rolę wychowawcy przejmowało od rodziców starsze rodzeństwo ze względu na stosunkowo wysoką śmiertelność w tym okresie. Także i w tym okresie kobiety były przygotowywane do roli żon i matek, do których mają szczególne predyspozycje, wspomagane nauczaniem doświadczonych starszych kobiet. Na tym została zbudowana cywilizacja europejska, to właśnie w starożytności i średniowieczu Europa osiągnęła szczyt rozwoju duchowego i kulturowego - to znamienne, że dziś, mimo postępu technologicznego, nie jesteśmy w stanie osiągnąć takiego sukcesu cywilizacyjnego jak tamte generacje. Obecnie cywilizacja europejska jest demontowana przez lewaków, których działania owocują spadającą dzietnością, częstotliwością rozwodów na poziomie 40-50%, coraz mniejszą liczbą stabilnych rodzin, powszechnym upadkiem kultury i rozwiązłością seksualną oraz stopniowym ustępowaniem Europy przed naporem islamu.Model,w którym matka siedzi w domu, w żaden sposób nie pracuje i zajmuje się dziećmi aż do ich wieku nastoletniego nie jest niczym tradycyjnym. To wynalazek stosunkowo świeżej daty i obecnie w wielu krajach niemal porzucony. Jeśli dodać do tego wzorzec obu płci, o który tak apelujesz i troszczysz się w tej dyskusji, to w obecnym rozumieniu nie było go praktycznie nigdy aż do czasów całkiem współczesnych.
Znaczenie rodziny dla cywilizacji europejskiej opartej na wartościach judeo-chrześcijańskich doskonale rozumiał Karol Marks - jednym z jego kluczowych postulatów była konieczność zniesienia małżeństwa i rodziny. Wiedział, że instytucje te stanowią podstawę europejskiego społeczeństwa a zarazem przeszkodę w próbie wprowadzenia w życie jego chorych idei.
Dzieciństwo w obecnym rozumieniu i stanie naszej kultury to nic innego jak kilkunastoletnia indoktrynacja dziecka w państwowej szkole, nie przygotowująca go w odpowiedni sposób do dorosłego życia i nie kształtująca cech koniecznych później do założenia prawidłowo funkcjonującej rodziny. Tak więc, owszem - "dzieciństwo" w jego obecnym rozumieniu jest problemem a nie postępem, a stopniowe wprowadzanie nastolatków na rynek pracy, jeśli przeprowadzane prawidłowo, nie jest niczym złym, podobnie jak pomaganie przez młodsze dzieci rodzicom w pracy i utrzymywaniu domu. Gatunek ludzki nie przetrwał więc "pomimo" tych praktyk, bo - odpowiednio stosowane - mogą one być bardzo pozytywne.Chyba, że za takie wzorce uznamy pozbawianie dzieci dzieciństwa w jego obecnym rozumieniu, ale za to ich przebywanie w pełnej i "normalnej" rodzinie bez względu na rzeczywistą rolę społeczną, gdzie dzieci wykorzystywano po prostu do pracy. Nikt przy tym nie twierdził, że jest to złe i tworzy niewłaściwe wzorce i zagraża rozwojowi psychicznemu dziecka. Pomimo takich jak wymienione wyżej i innych ciekawych praktyk wychowawczych gatunek ludzki przetrwał i wciąż ma się całkiem dobrze.
Wychowywanie dziecka przed dwie matki lub dwóch ojców oznacza brak albo żeńskiego, albo męskiego wzorca w kluczowych dla kształtowania się dzieci latach życia. Do czego taki brak prowadzi, widzimy w przypadku dzieci samotnych matek - znacznie częściej popadają one w konflikty z prawem i sprawiają więcej problemów wychowawczych w szkole (brak męskiego autorytetu koniecznego do prawidłowego rozwoju społecznego). W porównaniu z tym wpływ jakiegokolwiek ostracyzmu ze strony konserwatystów (którzy zostali zresztą praktycznie wyeliminowani z debaty publicznej na Zachodzie) jest praktycznie żaden.Wychowywanie przez "dwóch ojców" lub "dwie matki" we współczesnych cieplarnianych warunkach to przy tym drobiazg, o ile tylko konserwatyści zdołają powstrzymać się od ostracyzmu.
Co oczywiście jest negatywnym zjawiskiem, spowodowanym skoszarowaniem dzieci od coraz młodszych lat w państwowych centrach indoktrynacyjnych nazywanych szkołami. M.in. dlatego trzeba przywrócić tradycyjny model rodziny.Warto podkreślić, że rodzice stanowią tylko niewielką część środowiska dziecka, a większość wzorców czerpie ono od rówieśników, z którymi już w pewnym niezbyt zaawansowanym wieku spędza dużo więcej czasu niż z rodzicami.
W historii ludzkości nie zawsze tak było, a badania Unwina nie dotyczyły jedynie czasów obecnych.Kluchman pisze: To właściwie niczego nie dowodzi, ponieważ monogamiczne małżeństwa bezwzględnie obowiązują w niemal wszystkich krajach świata. Wyjątki stanowi część krajów afrykańskich i południowej Azji. Trudno zatem, by wnioski z tej niezwykle wnikliwej pracy pana Unwina mogły być inne.
Nie jest, ale w tym wypadku mamy jedno i drugie. Unwin nie ograniczył się do zaobserwowania korelacji, ale i wykazał, że to właśnie monogamiczne małżeństwo stanowi podstawę sukcesu cywilizacyjnego, tworzy bowiem stabilną jednostkę społeczną jaką jest rodzina oparta na monogamicznym małżeństwie, i ta właśnie stabilność pozwala społeczeństwom skierować energię w inne kierunki - rozwój kulturalny, artystyczny, ekonomiczny, militarny, etc. Zaobserwował też związek pomiędzy liberalizowaniem standardów seksualnych a stopniowym upadkiem społeczeństw.Kluchman pisze:Chciałbym tylko skromnie zwrócić uwagę, że korelacja nie jest tym samym, co determinizm.
Rozpoczynał on swoje badania starając się udowodnić tezę wprost przeciwną, ale wyniki badań zmusiły go do zmiany pozycji, co wskazuje na obiektywizm jego podejścia. Wykładał przy tym w Oxford i Cambridge(w czasach, kiedy te słynne uczelnie nie były jeszcze bastionami lewactwa.Kluchman pisze:Nie wiem w sumie, dlaczego za autorytet w tej kwestii uznałeś akurat antropologa zmarłego 80 lat temu. Nowszych prac z takimi tezami nie było?
Toś pojechał - podajesz mi artykuły z Journal of GLBT Family Studies jako obiektywne i wiarygodne źródłoKluchman pisze:Jak już wykazałem TUTAJ jest to nieprawda,
Bzdury napisałeś, bo to właśnie było standardem w historii starożytnej i średniowiecznej Europy, a także i dużo później.Kluchman pisze:Gdyby ten wzorzec męski i kobiecy były tak niezbędne, to cywilizacja człowieka dawno by upadła (patrz wyżej).
Przyznajesz więc, że jest to normalne, ale z tego wynika, że oddanie dziecka parze homoseksualnej naraża je na większe ryzyko życia w rozbitej "rodzinie" (oczywiście odmawiam tego miana dwóm gejom lub lesbijkom z dzieckiem), emocjonalnej traumie związanej z rozwodem, wykorzystywaniem w związanych z tym rozgrywkach, etc. To, co piszesz o wysokim wskaźniku rozwodów wśród małżeństw jest oczywiście prawdą, ale jest to właśnie efektem działań lewaków dążących do demontażu instytucji małżeństwa (prowadzenie rozwodów bez orzekania o winie, zmiany w prawach rozwodowych faworyzujące kobiety i dające im dodatkową motywację do rozwodu), a nie standardem w historii Europy.Kluchman pisze:Znowu podajesz bez żadnych dowodów swoje twierdzenia o rzekomej "przemocy" do czego ogólnie trudno się odnieść, bo jest to po prostu manipulacja i kłamstwo. Co do niższej stabilności związków homoseksualnych to jest to całkowicie normalne. "Tradycyjne" związki po ich sformalizowaniu stają się stabilniejsze dzięki takim aspektom jak: wzajemna zależność ekonomiczna, kredyty hipoteczne, dzieci, konieczność postępowania sądowego w przypadku rozstania, brak alternatywy w postaci innych partnerów (zwłaszcza na wsi). To są czynniki, które utrzymują związki w dużo większym stopniu niż jakiekolwiek inne. Mimo to stosunek rozwodów do małżeństw w Polsce wynosi około 1/3, a w miastach ponad 40%. W Skandynawii ponad 40% małżeństw kończy się rozwodem. O związkach nieformalnych nie ma co pisać, bo raczej niewiele jest par, dla których mąż/żona są pierwszym partnerem.



