Tzn. ja wyobrażam sobie, że to może być fajne - zwłaszcza z muzyką w tle - takie oderwanie się od świata, tylko ty i twoje ciało, pokonywanie słabości, wyłącznie umysłu itd. Ale, kurde, za cholerę nie umiem znaleźć w tym przyjemności.
Mnie by nie machały


