Szanse Polski na MŚ

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post autor: petru » 09 paź 2005, 14:36

Polska ma majstra w kieszeni.
Stec pisze:Osiem i pół tygodnia
Na tradycyjną, doroczną polską klapę w europejskich pucharach można zareagować dwojako.
Rwać włosy z nóg (głowy spustoszyliśmy w latach ubiegłych), co wolałbym zostawić kibicom, lub z pogodnym brakiem rozsądku się pocieszać, co uczynię zainspirowany zimną logiką trenera Engela. A powód do optymizmu znalazłem nie byle jaki - oto wszechkontynentalny antypolski spisek nie tylko się nie powiedzie, lecz obróci przeciw pomysłodawcom, bo wróży sukces drużynie Pawła Janasa na mundialu.

Awansu jeszcze nie ma, o tym pamiętam, wybiegam jednak w przyszłość, podążając za Engelem, który wmawiał nam, że osiem punktów zdobytych przez Wisłę Kraków w tegorocznym Pucharze UEFA zagwarantuje jej rozstawienie w następnych eliminacjach do Ligi Mistrzów. Naśladował zresztą trochę sposób myślenia polskich siatkarzy, którzy na mistrzostwach Europy zawsze do ostatniej kropli potu biją się o piąte miejsce, by awansować do kolejnych ME. Engel powtarzał swoje długo, aż osiem punktów zyskało wymiar mityczny i nawet zawodnicy przywoływali je z wypiekami na twarzy. Było to wyliczenie całkowicie bzdurne, nawet dziewięć czy dziesięć punktów rozstawienia by nie zapewniło (wiele zależy tutaj od rozstrzygnięć w ligach zagranicznych), to jednak sprawa drugorzędna, najważniejsza jest wiara i dążenie do wspólnego, jasno określonego celu.

Takim już na progu sezonu 2005/2006 są dla czołowych piłkarzy mistrzostwa świata. Najjaśniejsze gwiazdy martwią się, czy wyniszczająca klubowa codzienność nie wyzuje z nich resztek sił jeszcze przed startem niemieckiego turnieju. Prezesi truchleją na myśl o sowicie opłacanym graczu, który wiosną cofa nogę w ćwierćfinale Ligi Mistrzów lub Pucharu UEFA, by dotrwać do imprezy ponad wszystkie. Selekcjonerzy - na myśl o graczu, który nogi nie cofa i bezpowrotnie osłabia kadrę narodową. Jak pogodzić ambicje klubowe z reprezentacyjnymi? Jak rozłożyć siły, by na mundialu wspiąć się na szczyt, a nie marzyć o wakacyjnym nieróbstwie? Ten wątek wybrzmiewa w wywiadach najgłośniej. Gwiazdy pamiętają przecież, jaką cenę na poprzednich MŚ zapłacili Francuzi, których bez umiaru eksploatowały najbogatsze kluby. Pamiętają, że sensacyjne złoto Euro 2004 dla Greków tłumaczono także słaniającymi się na nogach bohaterami europejskich pucharów. Grecy się nie słaniali, niektórzy miesiącami czekali, aż ktoś da im kopnąć piłkę, bo w zagranicznych klubach pełnili funkcję zapchajdziur. Do dziś słyszę rechot włoskich dziennikarzy, kiedy inauguracyjnego gola turnieju strzelił Karagounis. Jego kariera w Interze była jak darmowy całosezonowy karnet na trybuny San Siro, bo nawet ławkę rezerwowych grzał od święta.

Karagounis przynajmniej jednak trenował wśród wirtuozów, my, Polacy, kłopotaliśmy się czym innym - reprezentanci kraju z Wisły czy Legii błyskawicznie odpadali z europejskich rozgrywek i pozbawieni kontaktów z nowoczesną piłką grzęźli w ligowej młócce. Mogą zresztą ugrzęznąć na dobre, bo przyszły sezon będzie ostatnim, w którym do europejskiego rankingu wlicza się wyniki z jesieni 2002 roku, kiedy Wisła demolowała niemieckie Schalke i włoską Parmę, a pozostaną w nim ponoszone później klęski z czeczeńskim Terekiem Grozny, macedońską Cementarnicą, gruzińskim Tbilisi czy łotewskim Ventspilsem. Nawiasem mówiąc, w klasyfikacji za obecną edycję nic nam już nie grozi, bo kluby z czających się za Polską (36. pozycja) Liechtensteinu, Albanii oraz Kazachstanu też odpadły. Podsuwam tę uwagę prezesowi Listkiewiczowi - niech wie, że sytuacja jest stabilna.

Stabilna, a może wręcz - przechodząc do wniosków optymistycznych - sprzyjająca. Spójrzmy bowiem na pucharowy problem globalnie - jeśli naszym ligowcom nie idzie, to gwiazdy zachodnich lig z kadry Janasa mają tak poszukiwany tam i bezcenny święty spokój. Smolarek, Bąk, Rasiak, Rząsa, Jop, Niedzielan i Gorawski w ogóle w pucharach nie wystartowali, Żurawski, Szymkowiak i Boruc odpadli z nich jeszcze w sierpniu, w czwartek dołączyli do nich Krzynówek, Mila oraz Radomski, Kosowski (Southampton) i Frankowski (Elche), podbijają drugie ligi, Dudek stracił miejsce w Liverpoolu, Olisadebe walkę o Champions League przegrywa z bólem zębów.

Jeśli zatem pominąć Lewandowskiego i Żewłakowa (ale jego pomija także trener Anderlechtu), wygląda na to, że trener Janas zabierze na MŚ piłkarzy, którzy jeszcze przed końcem eliminacji nie musieli zaprzątać sobie głowy żadnymi innymi rozgrywkami międzynarodowymi. Że tylko gwiazdorzy Arabii Saudyjskiej przyjadą do Niemiec równie zrelaksowani. Że Polacy, którzy - licząc od początku sierpnia - przetrwali w pucharach osiem i pół tygodnia, będą najbardziej wypoczętą reprezentacją w nowożytnej historii mundiali.
Amen. Temat wyczerpany, ten fakt nie podlega dyskusji :lol:.

Wróć do „Polska”