Nasze dolegliwości

Awatar użytkownika
futbolowa
Czerwona Diablica
Posty: 14055
Rejestracja: 10 kwie 2005, 11:26
Reputacja: 2025
Kibicuję: RKS Raków + ManUTD
Lokalizacja: Miasto Bandyckiej Miłości
Kontakt:

Nasze dolegliwości

Post autor: futbolowa » 18 gru 2018, 11:36

RoyKeane pisze: Onomatofobia? Lęk przed słowami? Jak to się objawia u Ciebie ?
Ponieważ pracowałam nad tym, został mi lęk przed jednym słowem, ale jego pozbyć się nie mogę. To jest bardzo głupie, po prostu trzeba by widzieć na żywo, jak reaguję na to słowo. Mam odruch bezwarunkowy - osłaniam pewien fragment ciała ręką i zaczynam zagłuszać osobę, która na ten temat gada :lol2:
Morrow pisze: Rozmawiając swobodnie z futbolową, używasz słowa "rozgardiasz", ona nagle biegając chaotycznie po pokoju, zaczyna piszczeć, na zmianę płakać i się śmiać, po czym uderza głową w ścianę, upada na ziemię i wpada w konwulsje. Jak chcesz zobaczyć jak wygląda mózg na ścianie to pokaż jej wtedy zdjęcie TIRa na moście.
:lol2:
piotrcies pisze: Generalnie to i u facetów coraz częściej widzimy te problemy, też podobne schorzenia etc. Kiedyś po prostu nie mówiliśmy o tym, co nas gryzie w środku, a np. wizyta u terapeuty, psychiatry i psychologa była powodem do wstydu. Dziś to się nieco odwraca, żyjemy w stresie, dużo się mówi, z czym się wiąże taki tryb życia, a i same dolegliwości natury psychicznej stały się - to może nieodpowiednie słowo - modne. To też ma związek z czasami, w których żyjemy, tj. z sieciami społecznościowymi, które niejako zmuszają nas do uzewnętrzniania się w każdym aspekcie, nawet tym najbardziej osobistym. Lata temu, jak człowiek miał stany depresyjne, stany lękowe, nerwice etc., to się tego zazwyczaj wstydził i starał się to ukryć, dziś szafujemy określeniem depresja, nazywając nią każdy dołek psychiczny i niejako deprecjonując ją jako chorobę. Wystarczy kilka dni gorszego nastroju (u mnie np. najczęściej jest to skorelowane z pogodą), a mamy wysyp ludzi, którzy narzekają, że chyba dopada ich depresja i można odnieść wrażenie, że nagle wszyscy chorują. Ja wiem, że dziś ludzi odczuwających - tak to nazwijmy - dyskomfort psychiczny jest więcej, bo czasy się do tego przyczyniają (życie coraz szybsze, coraz większy stres, coraz większe parcie na sukces etc., to się odbija bardziej niż kiedyś), ale też znacznie łatwiej nam się mówi o tym, co nas trapi, niejednokrotnie to wyolbrzymiając, ponieważ: a) wszyscy tak robią, b) nauczeni jesteśmy już, by uzewnętrzniać liczne aspekty naszego życia. I nie mówię, że ja tak nie robię, bo robi to każdy, choć w różnym stopniu (mam wrażenie, że ja jednak jestem nieco starszej daty i chętniej dzielę się tymi bardziej powierzchownymi częściami mojego życia). Ten proces będzie tylko narastał.
Kiedyś trafiłam na bardzo fajny tekst na ten temat - może jeszcze uda mi się go znaleźć. Tekst nawiązywał do mema/demota mówiącego o tym, jak to fajnie było dorastać w latach 80/90 i na jakich zajebistych ludzi wyrośliśmy, a tak naprawdę mamy pokolenie chorych psychicznie, po próbach samobójczych, niezaradnych życiowo itd.

Problem depresji jest bardzo poważny, ale tutaj mamy dwie kwestie:
- to, o czym mówisz - "jest jesień, ale mam depresję" - czyli przypisywanie każdemu dołowi miana depresji;
- "jesteś po prostu smutna, ogarnij się" - totalnie niezrozumienie wobec osób, które rzeczywiście depresję mają.

Świadomość tematu wciąż jest u nas za mała.

Wróć do „Hyde Park”