HSV - Sandhausen 2:1
Choć Hamburg przewodzi tabeli 2. Bundesligi, to jednak w meczach na własnym stadionie zaliczył w tym sezonie sporo wpadek (wysokie porażki z Holstein Kiel i Jahn Regensburg, remis z St. Pauli) - dziś spadkowiczowi z Bundesligi też nie było łatwo. Piłkarze HSV od początku mieli inicjatywę i początkowo stwarzali sobie sytuacje. W 10 min. świetne prostopadłe podanie od Douglasa Santosa dostał Lewis Holtby, ale w sytuacji sam na sam jego strzał obronił Marcel Schuhen. W 14 min. podobne prostopadłe podanie otrzymał Khaled Narey, ale i on w pozycji sam na sam nie zdołał pokonać bramkarza gości. Choć Sandhausen było schowane za podwójną gardą i w 1. połowie nie istniało w ofensywie, to jednak z czasem HSV miało coraz większe problemy ze stwarzaniem sytuacji bramkowych - ataki pozycyjne były zbyt wolne, a przy kolejnych próbach prostopadłych podań napastnicy byli często łapani na spalonych. Dobrze spisywał się były obrońca HSV Dennis Diekmeier, który dobrze się ustawiał, zaliczył kilka ważnych interwencji i próbował podłączać się do nielicznych ataków Sandhausen. Dopiero w ostatniej minucie podstawowego czasu gry gospodarze objęli prowadzenie - Bakery Jatta dostał prostopadłe podanie (tym razem Diekmeir spóźnił się), odegrał na środek pola karnego do Lasoggi, a ten strzałem bez przyjęcia zdobył gola. Po przerwie spadkowicz z 1. Bundesligi nie forsował tempa, a próby ataków w wykonaniu Sandhausen były bardzo niemrawe, toteż z boiska wiało nudą. Dość niespodziewanie, goście uzyskali rzut karny - Jatta nie opanował piłki w polu karnym i uciekł się do faulu na Diekmeierze, a jedenastkę pewnym strzałem przy lewym słupku wykorzystał kompletnie niewidoczny do tego momentu Amerykanin Andrew Wooten. Odpowiedź HSV przyszła szybko - w 68 min. Holtby dograł w pole karne do Lasoggi, a ten mocnym strzałem przy dalszym słupku przywrócił swój zespół na prowadzenie, Schuhen tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Tak jak po zdobyciu pierwszego gola, tak i tym razem gospodarze uzyskawszy prowadzenie nie forsowali tempa, starając się raczej kontrolować przebieg wydarzeń na boisku. Goście dwukrotnie groźnie uderzali na bramkę Pollersbecka, ale to Hamburg był bliższy zdobycia kolejnego gola - w 84 min. Lasogga huknął sprzed pola karnego w poprzeczkę, a w doliczonym czasie gry po kontrze gospodarzy dwukrotnie bronił Schuhen. Dzięki zwycięstwu HSV zachowa fotel lidera po tej kolejce, a już jutro wicelider z Kolonii zagra na wyjeździe z czwartym w tabeli Unionem Berlin.
Ostre strzelanie miało dziś miejsce w Dreźnie - Dynamo prowadziło z Arminią Bielefeld już 3:1, ale przegrało 3:4 (co cieszy, jednego z goli dla gości zdobył reprezentant Wysp Owczych Joan Simun Edmundsson).



