Borussia Dortmund - Bayer Leverkusen 3:2
Po pasjonującym meczu podopieczni Luciena Favre'a w końcu wygrali, utrzymując trzy punkty przewagi nad Bayernem. Przed spotkaniem faworytem wydawali się goście, którzy są ostatnio w świetne formie, podczas gdy Borussia bez Piszczka i Reussa zremisowała trzy mecze z rzędu. I faktycznie, początek meczu należał do Aptekarzy - przez pierwsze 20 minut nacierali niemal nieustannie, ale brakowało im ostatniego podania, w efekcie pierwszą sytuację bramkową stworzyli sobie dopiero w 20 min., kiedy to obok bramki uderzył Sven Bender. Mimo zdecydowanej przewagi gości to Borussia objęła prowadzenie w 30 min. - po centrze z rzutu rożnego Zagadou z najbliższej odległości umieścił piłkę w siatce. Chwilę później mógł paść kolejny gol, ale w dobrej sytuacji Paco Alcacer bez przyjęcia huknął wysoko nad bramką. Odpowiedź Leverkusen przyszła szybko - w 37 min. Kevin Volland mocnym szczurem przy słupku wyrównał. Już w kolejnej minucie zespół BVB powrócił na prowadzenie - po dośrodkowaniu Abdou Diallo zupełnie niepilnowany w polu karnym Jadon Sancho efektownym strzałem z woleja pokonał Hradecky'ego. Po przerwie mecz nieco się zamknął, obie drużyny grały ostrożniej, ale po golu Goetze na 3:1 na boisko znów zaczęło robić się ciekawie. W 65 min. po dośrodkowaniu Aranguiza Leon Bailey mocno i celnie uderzył szczupakiem, ale prosto w dobrze ustawionego Buerkiego, był też nieuznany gol Alcacera (Hiszpan faktycznie był na minimalnym spalonym). 10 minut później padł gol kontaktowy dla Aptekarzy - Julian Brandt miękko wrzucił piłkę w pole karne, a Jonathan Tah uderzeniem głową po rękach Buerkiego dał nadzieję ekipie gości. Końcówka należała do Leverkusen, goście przejęli inicjatywę i zepchnęli Dortmund do dość głębokiej obrony. Mim oto gospodarze mieli szansę dobić rywala, jednak po kontrataku Jacob Bruun Larsen uderzył bardzo niecelnie. Mimo pięciu doliczonych minut Aptekarze nic już nie zdziałali.



