Grupa B
Emelec - Huracan 0:0
Po domowej porażce z Cruzeiro powracający po trzyletniej do fazy grupowej Copa Libertadores Huracan nie mógł sobie pozwolić na przegraną w ekwadorskim Guayaquil. Na boisku pojawiło się kilka znanych nazwisk - w barwach Huracan Lucas Barrios, niegdyś snajper Borussii Dortmund, oraz bramkarz Antony Silva, wielokrotny reprezentant Paragwaju, z kolei w 2. Połowie w barwach Emelec pojawił się weteran Marcos Mondaini, którego pamiętam z gry w Emelec jeszcze w 2012 r. (pierwsza edycja Copa Libertadores jaką oglądałem). W dość wyrównanej 1. połowie argentyński zespół dotrzymywał kroku rywalom, nie dając się zdominować, miał też swoje szanse. W 7 min. po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wbiegający stoper Mancinelli główkował nad bramką. Trzy minuty później po fatalnej stracie obrońcy przed własnym polem karnym w dobrej sytuacji znalazł się Israel Damonte, jednak jego strzał obronił Esteban Dreer. W 25 min. z dystansu kąśliwie uderzył Andres Roa, ale Dreer zdołał sparować piłkę. Emelec był częściej przy piłce, ale niewiele z tego wynikało, gospodarzom brakowało ostatniego podania. Po przerwie nadal groźniejszy był Huracan, mimo prób stosowania wysokiego pressingu przed Emelec. W 61 min. Roa w dobrej pozycji w polu karnym uderzył nad bramką, a w 65 min. po kolejnym groźnym uderzeniu z dystansu piłka po rykoszecie poszybowała nad poprzeczką. Gospodarze odpowiedzieli dobrze rozegraną szybką kontrą, którą zakończył strzałem Brayan Angulo, został jednak wyblokowany na rzut rożny. W końcówce Huracan oddał kilka celnych strzałów z dystansu, z którymi radził sobie Dreer (bramkarz gospodarzy został wybrany zawodnikiem meczu), a ataki gospodarzy w końcówce nie przyniosły efektu. Dla Emelec jest to drugi bezbramkowy remis w drugim meczu grupowym Copa Libertadores w tym sezonie.
Drugi mecz tej grupy, Cruzeiro - Deportivo Lara, został przełożony na 27 marca. W grupie G Atletico Paranaense zrehabilitowało się za porażkę z Deportes Tolima, gromiąc 4:0 boliwijski Jorge Wilstermann.



