Skusilem sie w nocy na mecz Nacional Potosi z Zulia. Coz to byla za kopanina. Potosi przez caly mecz nieporadnie atakowali bramke zespolu wenezuelskiego (od pewnego momentu w glowie wlaczyla mi sie muzyczka z Benny Hilla ktora swietnie zgrywala sie z ofensywnymi poczynaniami Nacional). Strzalow to oddali chyba ze 30 ale problem byl w tym ze gdy uderzali soczyscie to pilka leciala z 10 metrow nad poprzeczka natomiast gdy strzal byl w swiatlo bramki to byl tak anemiczny ze Morales (ktory naprawde nie wygladal fit i odnosilo sie wrazenie ze wystarczy strzelic gdziekolwiek byle nie w niego aby nie zdazyl z interwencja) nie mial problemow z obrona.
Od poczatkow drugiej polowy pilkarze gosci chyba ze 6 razy kladli sie na murawie najczesciej w ogole bez kontaktu z rywalem czekajac az samochodzik sluzb medycznych odtransportuje ich za boisko. Ich heroiczna postawa zostala nagrodzona w doliczonym czasie gry gdy udanie skontrolwali i wygrali spotkanie. To byla druga albo trzecia sytuacja w calym meczu gdy w ogole utrzymali sie z pilka na polowie rywala dluzej niz 15 sekund. Czulem sie jakbym ogladal jakis mecz haxballa.
Ogolnie nie polecam zarywania nocek dla tego typu widowisk. Archaiczna pilka bez finezji. Ostentacyjnie chamskie proby grania na czas. Poza tym co interesujace mecz byl bardzo czysty goscie nawet nie musieli uciekac sie do faulowania pilkarzy Nacionalu co rowniez swiadczy o poziomie jaki prezentowal zespol ktory byl w tym meczu zdecydowanym faworytem.
Jezeli ktos nie moze spac polecam NBA albo jakas ksiazke. Zdecydowanie lepiej spedzony czas.


