Już dawno nie przeżywałem takich sportowych emocji jak w trakcie zawodów solistek w trwających Mistrzostwach Świata w łyżwiarstwie figurowym w Saitamie. Moja ulubiona łyżwiarka, Kazaszka Elizabet Tursynbajewa, zdobyła srebrny medal, trzeci w tym sezonie (po srebrnych medalach na Mistrzostwach Czterech Kontynentów i Uniwersjadzie), do tego w programie dowolnym skoczyła i ustała poczwórnego salchowa, przechodząc do historii jako pierwsza łyżwiarka która wykonała udany poczwórny skok w zawodach seniorek. Niesamowity sezon w jej wykonaniu, po mizernych poprzednich sezonach (jeszcze na początku tego jej występy w Grand Prix nie rzucały na kolana) wróciła do rosyjskiej trenerki Eteri Tutberidze (musiała odejść od niej przed igrzyskami, bo rosyjska federacja zakazała Tutberidze trenowania łyżwiarek spoza Rosji przed IO) i w krótkim czasie poczyniła niesamowity postęp - trzy medale dużych imprez w trzy miesiące.
Złoto zdobyła z dużą przewagą aktualna mistrzyni olimpijska Alina Zagitowa (odbudowała się po porażce z Samodurową w ME i zawalonych MŚ w Mediolanie), ale kolejne cztery zawodniczki - z Elizabet na czele - mieściły się w granicach dwóch punktów, niesamowity poziom. Japonki na własnym terenie musiały obejść się smakiem, zajęły miejsca 4-6 - Rika Kihira, którą osobiście typowałem do złota, zawaliła potrójnego axla zarówno w programie krótkim, jak i dowolnym.



