Tam była zbyt duża agresja i pressing Liverpoolu żeby Messi mógł sam coś zdziałać. Argentynczyk to ostatnia osoba do której miałbym pretensje za wczorajszy mecz... zawiedli ci którzy zebrali największy łomot w środku pola.Morrow pisze: ↑08 maja 2019, 15:14Wczoraj Messi praktycznie nie istniał, dwa czy trzy raz się rozpędził z piłką, oddał jeden strzał, który pewnie na CN by mu wpadł, a poza tym był gdzieś z boku. I to nie było tak, że Liverpool go przycisnął, został sfaulowany raptem raz, nie miał żadnego plastra a podawał tylko 35 razy, zaliczył aż 17 strat, tylko Alba miał więcej. Zupełnie niezrozumiały występ dla mnie. A właśnie wczoraj był ten moment kiedy Barcelona potrzebowała go w tym sezonie najbardziej. Tak samo jak rok temu w Rzymie.



