LM: FC Barcelona - Liverpool FC (1/2 01.05.19)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2053

LM: FC Barcelona - Liverpool FC (1/2 01.05.19)

Post autor: Morrow » 08 maja 2019, 17:53

Czyli jak Barcelona wygrywa to dzięki geniuszowi Messiego ale jak przegrywa to przez partnerów. Czy po pierwszym meczu mówiło się o Joe Gomezie, Matipie albo Wijnaldumie w Liverpoolu? Nie. Pisano o błędach ustawienia Van Dijka przy pierwszym golu, jak wołał o pomoc do rozpędzonego Messiego albo o pudłach Mane i Salaha. To są liderzy tej ekipy, jak Liverpool dostał baty, to zaczęto od tego co mogły zrobić największe gwiazdy w tym meczu żeby temu zapobiec. Jak całe MU gra kaszanę, to oceny i krytyka zaczynają się od Pogby choć nie on jeden jest za to odpowiedzialny. To dość naturalne. Nie rozumiem więc czemu Argentyńczyk jest w jakiejś bańce. Tydzień temu zagrał mecz wielki, niedostępny dla większości piłkarzy na świecie, wczoraj zagrał mecz bardzo słaby jak na swoje standardy, do których od tak dawna przyzwyczaja. Tylko tyle i aż tyle.

@Ilka czy ja napisałem, że Messi jest tu jedynym albo głównym winnym odpadnięcia? Oczywiście, że nie. To byłaby głupota. Czy zrobił jednak wczoraj wszystko żeby jego zespół awansował i dał dobry występ na swoim poziomie? Tu odpowiedzcie sobie sami. Ostatecznie zawiodła cała Barcelona - trener, Alba, Pique, Rakitić, Coutinho, Busquets, Suarez ale również i Messi. Obrona dopuściła do straty 4 goli, ofensywa nie wykorzystała swoich okazji albo nie wykreowała jej odpowiedniej ilości, pomoc nie była odpowiednim wsparciem ani dla jednych, ani dla drugich. Łatwo zrobić kozła ofiarnego z Coutinho ale czego się po nim wczoraj spodziewano? Gościa wygwizdano na CN tydzień temu jak Barcelona wygrała 3:0 więc trudno było się spodziewać, że nagle wyciągnie zespół za uszy. Defensywa pozwoliła Liverpoolowi strzelić 4 gole i to jest dla nich wstyd w każdych okolicznościach ale przy tak ofensywnie usposobionym rywalu, wiedząc jaka jest sytuacja, Barca powinna coś wcisnąć i miała ku temu okazje, trio Coutinho-Suarez-Messi jednak zawiodło. A że ten ostatni jest największą gwiazdą, liderem i kapitanem, to wobec niego poprzeczka też musi być ustawiona adekwatnie wysoko, zwłaszcza jak mecz się nie układa. Trudno tu przecież pisać, że Barcy miał mecz odwrócić Sergi Roberto, Busquets albo Lenglet.

Jakby Argentyńczyk strzelił bramkę, wykreował partnerom jakieś okazje, które Ci zepsuli albo choć zasuwał tak jak w pierwszym meczu, to nawet po 0:4 ciężko byłoby cokolwiek krytycznego o nim napisać, bo po boisku biega jednak 11 ludzi w tych samych koszulkach i w pojedynkę samemu nic nie zrobisz. Tu jednak nic takiego nie miało miejsca, Messi był zagubiony, wręcz anonimowy, piłka mu nie siedziała, dwa razy próbował zerwać, kilka razy przestrzelił i tyle. Barcelona zagrała nieźle w pierwszej połowie ale nieskutecznie i za słabo w drugiej połowie na tak dysponowany Liverpool, słabo zagrał też w całym meczu Messi i tego być może Katalończykom głównie zabrakło, nie rozumiem po co go tu chronić. Ten jeden mecz nie odbierze mu jego statusu i wielkości ale znowu zawiódł, jak i cały zespół w ważnym momencie, gdzie wystarczyło postawić kropkę nad i. Równie dobrze można poświęcić akapit Suarezowi albo Rakiticiowi ale napisałem o Argentyńczyku, bo to on jest jednak tu największą gwiazdą i żywą legendą. Jedynym graczem Barcy, który wczoraj IMO zasługiwał na dobrą notę był Vidal ale i on zawalił krycie przy drugim golu.

Wróć do „Puchary Europejskie”