Ogólnie cztery dni porządnego picia, zwiedzania miasta, jakas impreza (do tej pory nie wiem jakim cudem weszliśmy na impreze w hotelu W nad morzem na 25 piętrze - ja byłem w krótkich spodenkach, kurtce pitbulla i ze schowanym głośnikiem). Do tego jedna niemiła akcja w klubie, gdzie nie spodobało nam się dwóch liżących się pedałów na parkiecie, ale skończyło się na jednym bucie i trzeba było opuścić lokal.
Powrót przez Liverpool, gdzie wychodzimy na miasto, a tam podjeżdzają do hotelu.... piłkarze Barcelony. Także stałem może 10m od Pique, Suareza, Coutinho i całej reszty.
Bardzo fajnie było, będzie co wspominać, raz na parę miesięcy warto się tak zrelaksować. Wróciłem bardziej zmęcozny niż wyjechałem
W Anglii to w zasadzie byliśmy pod staidonem LFC i ze 2-3h na mieście. W Barcelonie pół miasta zwiedzone praktycznie po raz drugi, więc nie ma co opowiadać.



