Branie pod uwagę broni nuklearnej jest kompletnie bez sensu, skoro obie strony ją posiadają. I to nie ma znaczenia, że Rosja by miała mniejsze, więc UE "nie wolno odpowiedzieć większymi". Wystarczy, że w ramach odpowiedzi Francja pośle bombkę na Krym. Albo inne tereny z dużą ilością wojska, żeby stwierdzić że to też uderzenie o ograniczonym wpływie na ludność cywilną.
Zbyt wielu rzeczy nie bierzesz pod uwagę w takim konflikcie:
EU - 510 mln ludzi. Rosja - 140. A jeszcze jest Ukraina.
PKB - Rosja to poziom Hiszpanii, w pełni uzależniony od kasy z Unii.
Rosji pomoże Białoruś, EU Norwegia. W takiej sytuacji rozpoczęłaby się też wojna na Bałkanach, więc tych nie-UE nie ma sensu brać pod uwagę.
Jednak potencjalna wojna najpierw musiałaby wydarzyć się w Ukrainie, bo inaczej Ukraina i tak dołączy w pełni, atakując Donbas i Krym. Do tego zapewne zaraz włączyłaby się Gruzja od południa, bo nadarzyłaby się okazja odbić Osetię i Abchazję. Do takiej wojny Rosja musiałaby wycofać swoje siły z Syrii, bo inaczej pod namowami Francuzów, Kurdowie w zamian za niepodległość.
Umówmy się: w takiej sytuacji UE przekupi każdego kogo może żeby do niej dołączył. To UE ma szansę wzbudzić powstanie w Czeczenii, nie Rosja w Europie. To UE może dać nagle wielkie kontrakty, czy handel bezcłowy Turcji żeby tylko ci uhonorowali sojusz NATOwski. Z Turcją po stronie Unii, Rosja nie miałaby już żadnych szans.
Nad to wszystko, to Rosja by atakowała. To Rosja musiałaby zabezpieczyć całą granicę z Finlandią, całą z Ukrainą, całą z Polską i Bałtami, całą z Gruzją.
Rosja nie ma szans na morzach. Wyżej jasno pokazuje się, że także w starciu ilościowym, jak i jakościowym przegrywa w powietrzu. Do tego dochodzi cały problem okupowania terenów, bo przecież musieliby opanować wrogich Ukraińców z postępem zdobyczy terenów tam, czy nieprzychylnych zjednoczeniu Białorusinów, którzy by słyszeli od UE "Zbuntujcie się okupantom, a wejdziecie do Unii od razu po wojnie!!"
Jeśli nawet Rosja wystawiłaby milionową armię, to jaką część poświęci na granicę z Finlandią i Norwegią, gdzie to 1,5k km? 150k? Mniej? Więcej? Ile na Ukrainę? Ile na pilnowanie Czeczenii i Gruzji? Ile wreszcie na atak na samą UE? Przecież to jakieś monstrualne wyzwanie.
A teraz wyobraźmy sobie sposób transportu tego wszystkiego na podbite tereny. Artylerii, S-400, całego sprzętu przeciwlotniczego... I to przy naporze marynarek na trzech morzach i zapewne ataku na bazy w Syrii.
USA mogą stąd spokojnie odejść, bo Rosja nie ma zasobów ludzkich, finansowych, ani przewagi militarnej w realnie żadnym względzie by zaatakować UE, a już ma otwarte 3 konflikty i jest wypychana z byłej Jugosławii. Czarnogóra, Macedonia, czy Mołdawia niby niewiele znaczą, ale a to jedni mają ważny port, a to drudzy spór graniczny z Rosją, a to trzeci łączą najkrótszą drogą Albanię z Bułgarią... Zresztą te kilkadziesiąt tysięcy ta trójka i Albanii też byłyby w stanie wystawić.
Serio nie ma co nad tym dyskutować w ogóle. Kwestia USA jest już ciekawsza.
USA mogą nie mieć możliwości prowadzić kilku wojen na raz, bo przeciwnicy się zmienili, jednak wciąż posiadają najpotężniejszą marynarkę i najmocniejszych sojuszników.



