Rosja atakując całą UE (nie Łotwę, nie Polskę, nie Finlandię), staje na przeciw tych wszystkich problemów o któych mówiłem wcześniej:
-długość granicy,
-ochrona nadmorskich baz
-brak funduszy
-konieczność okupacji ogromnych terenów
-stawienie czoła potencjalnym sowicie finansowanym buntom w kraju
-walka z wieloma przeciwnikami naraz
-potencjał bycia atakowanym na własnym terenie
Clou tego zdania o (braku) konieczności obecności USA tutaj, mówi własnie o czymś takim, a nie o tym czy gdyby Rosja była sprytna, to byłaby w stanie oblec Warszawę, Tallin, Rygę, Wilno i Kijów w tydzień. Dojechać do nich mogliby bodaj w 3 dni.
Jednak NIE to jest przedmiotem rozważania. Przedmiotem jest to, że UE ogólnie jest wystarczająco silna żeby się przed Rosją obronić i UE ma potencjał finansowy, aby inne siły do niej dołączyły (wbrew pozorom, także Turcja), szczególnie że nie zamierzałaby okupować wielkich rosyjskich miast, bo nie to byłoby jej celem finalnym.
Dlaczego o tym pisałem w kontekście Amerykanów? Bo to pokazuje, że to nie ich obecność powinna być tutaj priorytetem, tylko integracja europejska, bo potencjał ekonomiczny, demograficzny i przemysłowy UE ma nieporównywalnie większy niż Rosja. USA muszą pokonać Chiny, jeśli nie chcemy rozlewania się autorytaryzmów i pełnej kontroli nad obywatelem rodem z Black Mirror na cały świat.



