W przeciętnej kolejce Serie A czy La Liga mamy 0,5 interwencji VAR-u na mecz uśredniając, czyli tyle byłoby po pierwszym tygodniu.
Uściślając, oto sytuacje w których VAR interweniował:
1. Sterling marginally offside before passing to Jesus to score v West Ham
2. Declan Rice encroachment for Aguero penalty (same game)
3. Boly handball before Dendoncker goal v Leicester
4. Laporte handball before Jesus goal v Spurs
5. Dan Burn offside for Trossard goal for Brighton v West Ham
6. Zouma goal for Chelsea disallowed for foul by Giroud on Krul v Norwich
Czyli:
1. Spalony, gdzie wszyscy uznali, że było równo (milimetry) - ale OK, dobra decyzja.
2. Nikt naprawdę tego nie oczekiwał, to były centymetry, nic nie znaczące.
3. Nowe, surowe przepisy, które są głupie i bez VAR-u NIKT by tego nie zauważył ani nie oczekiwał.
4. Patrz nr 3.
5. Prawidłowa decyzja - 100%
6. Atkinson i tak najpierw nie uznał tego gola, a VAR tylko namieszał. Więc ciężko to liczyć.
Czyli na dobrą sprawę 2, w porywach do 3 interwencji które poprawiły widowisko + 4 sytuacje kiedy VAR nie zainterweniował a powinien. Dodajmy do tego dzisiejszy faul na Matiću, gdzie VAR nie interweniował - mamy 5.
Po jaka więc cholerę jest w Anglii VAR? jest to najgorsza implementacja VAR-u z jakiejkolwiek ligi na świecie. Anglicy, jak na Anglików przystało, spartolili sprawę widowiskowo. Niestety, chyba trzeba się przyzwyczaić do tego, że w Anglii VAR będzie działał tylko przy usuwaniu bramek ze spalonego i strzelonych po dotknięciu ręki, bo w innych sytuacjach nie jest wykorzystywany. I nie zanosi się na to, żeby coś się miało w tym aspekcie zmienić.



