Chelsea FC - Arsenal FC

Awatar użytkownika
sickstick
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 22071
Rejestracja: 07 sty 2012, 19:07
Reputacja: 5901
Kibicuję: 4rsenal

Chelsea FC - Arsenal FC

Post autor: sickstick » 20 sty 2020, 16:39

Wyniki Arsenalu za Emerego i Artety są póki co porównywalne. Różnica w tym że za Emerego szczęśliwie wywalczaliśmy punty, choć z gry na nie nie zasługiwaliśmy, zaś za Artety je pechowo tracimy, choć z gry zasługujemy na więcej. Wróciły nieco wengerowskie demony, kiedy to człowiek po prawie każdym meczu odczuwał niedosyt. Trzeba jednak z perspektywy czasu docenić geniusz Emerego - gość stworzył jaki beznadziejną drużynę, że po wywalczeniu 1pkt u siebie z beniaminkiem człowiek był szczęśliwy że się udało :lol2: Dobrze jednak że to tylko epizod, praca Artety daje o wiele większe perspektywy.

Zdecydowana poprawa gry Arsenalu - pod kątem defensywy, postawy środka pola, konceptu czy gry piłką - może tworzyć mylne wrażenie że Arteta to nowy alfa i omega. Przeciwnie, Hiszpan nawet nie ukrywa że jest dopiero na początku kariery i ma jeszcze wiele do nauczenia, co wyraźnie widać. Arteta póki co nie potrafi reagować w meczu - robi mało zmian, późno i niewiele wnoszące. Może to wynikać z wąskiej kadry - o ile Emery odważnie stawiał na Guendouziego, Willocka czy Nelsona, o tyle Arteta być może uznał że młodzi gracze nie są dość dobrzy jakościowo i lepiej grać 90 minut oddychającymi przez rękawy Ozilem czy Lacazetem, niż wpuszczać młodych. Ponadto dysponuje mocno przetrzebioną kadrą - brak bocznych obrońców, brak Aubameyanga (i być może też Lacazetta), cyrk na środku obrony (praktycznie co mecz Luiz ma innego partnera). No i te przywiązanie do Ozila - owszem Niemiec złapał najlepszą formę od dobrych 3 lat, ale to wciąż ten sam daremny leń grający na alibi, który tylko na moment przybrał ludzką twarz. Mam obawy czy to nie jest prywata - Arteta z Ozilem grali razem, wtedy pierwszy był kapitanem, a drugi największą gwiazdą zespołu. Mam obawy czy Niemiec nie ma u Artety pozasportowego hendikapu.

Do wyniku nadchodzącego meczu podchodzę bez spiny. Sezon raczej i tak już przegrany (choć rywale grają tak, że seria 4-5 zwycięstw z rzędu może dać TOP4), kadra jest za słaba, w przebudowie, sędziowie nas orają jak darmową dziwkę, a nawet gdyby nie orali to pewnie sami byśmy się i tak zaorali. Zupełnie nie ma sensu się tym emocjonować, bo na 90% będzie to emocja negatywna. Premier League w tym sezonie to liga śmieciowa, absurdalna, nieuczciwa i jestem wręcz wdzięczny piłkarzom Arsenalu że sami wypisali się z gry o cokolwiek. Gdyby w tym momencie ważył się na szali nasz los w LM, lub nawet coś więcej, to człowiek od tych deanowsko-antkinsonowsko-tirneyowsko-VARowsko-FAowsich wałów chodziłby non stop sfrustrowany. Wierzę jednak w karmę, w równowagę i wierzę że sędziowie zaczną się w końcu regularnie mylić na naszą korzyść - najlepiej jeszcze nie w tym, a dopiero w przyszłym sezonie :mrgreen:

Wracając do meczu - jutro bez Aubeyanga (9 z 12 wyjazdowych goli Arsenalu), być może bez Lacazette, bez bocznych obrońców, z Mustafim na środku obrony. Do tego mamy 1 dzień mniej odpoczynku po ostatnim meczu, który był niezwykle wymagający. Myślę że to wygramy :mrgreen:

Wróć do „Anglia”