Numancia - Las Palmas 1:1 (Curro 90+1' - Castro 59')
Na stadionie w Sorii, od lat bardzo niegościnnym dla Las Palmas, moja ulubiona hiszpańska drużyna była bliska przełamania fatalnej passy meczów bez zwycięstwa, ale gol w doliczonym czasie gry był ciosem w serce. W 1. połowie meczu dominowali gospodarze, pierwsze 20 minut to niemal nieustanne ataki Numancii - już po kilku minutach Marc Mateu trafił w słupek, w 5 min. po dobrej akcji gospodarzy prawą stroną Las Palmas rozpaczliwie broniło się przed utratą gola, a w 9 min. Alex Sola ośmieszył obronę z Wysp Kanaryjskim, efektownie dryblując między trzema graczami gości i uderzając prosto w ręce dobrze ustawionego Alvaro Vallesa. Las Palmas przetrzymało ten wczesny napór, i choć później gospodarze też mieli przewagę, to tempo gry spadło, a z czasem zawodnicy mojego ulubionego hiszpańskiego klubu stali się aktywniejsi w ofensywie. Swoją pierwszą szansę stworzyli w 36 min., kiedy to Narvaez wypuścił w uliczkę Alberto de la Bellę, którego strzał obronił niemal bezrobotny do tamtego momentu Dani Barrio. Po przerwie Las Palmas grało odważniej aniżeli w 1. Połowie, co udokumentowało w 59 mn. golem – dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego wykorzystał Ruben Castro, który urwał się obrońcy i mocnym strzałem głową po koźle nie dał szans Daniemu Barrio. Otrząśnięcie się zajęło Numancii sporo czasu, bo przez wiele minut nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką Vallesa. Dopiero w 83 min. po rzucie rożnym rezerwowy Herrera główkował w poprzeczkę. Kiedy wydawało się, że Las Palmas w końcu wygra na Los Pajaritos, w 91 min. po fatalnym błędzie obrony piłkę dostał w prezencie Curro Sanchez i po rękach Vallesa umieścił ją w siatce przy dalszym słupku.
Szkoda, zwycięstwo było tak blisko, a passa ligowych meczów bez wygranej została przedłużona do ośmiu. Nadzieja na play-offy powoli gaśnie, a za tydzień wyjazd do Alcorcon.



