Piłka nożna zamarła z powodu koronawirusa, w związku z czym sięgnąłem po mecz sprzed tygodnia z udziałem mojej ulubionej hiszpańskiej drużyny. Tempo spotkania było lepsze niż w przypadku większości usypiających spotkań Segunda. Początek należał do drużyny z Asturii, która dość szybko i dynamicznie rozgrywała piłkę, stwarzając sobie pierwszą sytuację w 4 min. - po główce Babina Mauricio Lemos wybił piłkę, również głową, tuż sprzed linii bramkowej. Po słabym początku ekipa z Wysp Kanaryjskich poprawiła swoją grę, zaczęła atakować większą liczbą graczy i przejmować inicjatywę. W 13 min. kreatywny jak zawsze Pedri przejął piłkę w środku pola, podciągnął kilkadziesiąt metrów i wyłożył ją Benito Ramirezowi, którego strzał obronił Marino. Gospodarze odpowiedzieli trafieniem Alvaro Vazqueza, które nie zostało jednak uznane, gdyż dogrywający mu Carmona był na spalonym. Las Palmas kontynuowało wysiłki ofensywne, uzyskując liczne stałe fragmenty gry na połowie rywala. W 38 min. piłka spadła pod nogi Castro, którego strzał obronił Marino, a dobitka Tany była niecelna. W Ostatniej minucie podstawowego czasu gry sprzed pola karnego kapitalne, niesygnalizowane uderzenie oddał Fabio, obijając poprzeczkę bramki gospodarzy. W 2. Połowie Las Palmas rozsypało się zupełnie. Już w 46 min. po serii błędów w ustawieniu obrony Las Palmas Alvaro Vazquez uderzeniem między nogami Vallesa zdobył gola. Już trzy minuty później do siatki trafił głową po rzucie rożnym Babin. Las Palmas po tych dwóch ciosach znów spróbowało zagrać aktywniej, ale w 73 min. szybki atak zakończony uderzeniem w okienko w wykonaniu Murilo rozwiał wszelkie nadzieje. Sporting Gijon dobił Las Palmas w 85 min., kiedy to po stracie gości na własnej połowie Nacho Mendez wykorzystał sytuację sam na sam. Upokorzenie Las Palmas, które w roku 2020 jak dotąd nie wygrało meczu ligowego



