Paderborn - Hoffenheim 1:1
Jeszcze na początku roku nie przypuszczałem, że będę pozytywnie odbierał remis z Paderborn, ale przy obecnej tragicznej formie ekipy Hoffenheim każda zdobyć punktowa to coś. Zaczęło się całkiem nieźle - piłkarze Schreudera ruszyli na czerwoną latarnię ligi i objęli prowadzenie już w 4 min. Świetnie spisujący się w tym meczu Kaderabek łatwo ograł rywala na prawym skrzydle i dograł w pole karne, a tam Robert Skov mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Zingerle. Hoffenheim miało mecz pod kontrolą, ale w 9 min. nastąpił kolejny spośród tragicznych błędów w obronie, do których podopieczni Schreudera niestety przyzwyczajają ostatnio - Bicakcić zgubił piłkę przed własnym polem karnym, a Dennis Srbeny skorzystał z tego i ładnym rogalem pokonał Baumanna. W 1. połowie lepsze było Hoffenheim, głównie dzięki szalejącemu na prawym skrzydle Kaderabkowi, który sprawiał ogromne problemy defensywie Paderborn. Niestety, strzały gości były zbyt lekkie, a często napastnicy mieli problem z dobrym przyjęciem piłki w polu karnym. Paderborn mogło objąć prowadzenie w dość przypadkowy sposób - po dośrodkowaniu Holtmanna skiksował Rudy, trafiając w poprzeczkę własnej bramki. W 2. połowie oba zespoły walczyły o pełną pulę. O ile w pierwszych 45 minutach gra ofensywna Hoffenheim opierała się na Kaderabku, to w drugiej odsłonie zaktywizowało się w końcu lewe skrzydło z Zuberem. Aktywny był także wprowadzony na boisko w 2. połowie Moanes Dabbur, który w 88 min. po składnej, zespołowej akcji Hoffenheim był bliski zdobycia gola, główkując niewiele obok bramki. W Paderborn dobrą zmianę dał Streli Mamba, który ożywił lewe skrzydło gospodarzy. Fatalnie spisał się natomiast Dennis Jastrzembski, który w końcówce psuł właściwie każde zagranie, grzebiąc szanse Paderborn na zwycięstwo.
We środę Hoffenheim podejmie Kolonię, a później jedzie do Mainz i Düsseldorfu - rywale są w zasięgu, mam nadzieję, że po siedmiu ligowych meczach z rzędu bez zwycięstwa dojdzie w końcu do przełamania.



