Werder - Heidenheim 0:0
Po bezbarwnym (z wyjątkiem emocjonującej końcówki) meczu Werder nie zdołał wypracować zaliczki przed rewanżowym meczem barażowym o grę w Bundeslidze. Bremeńczycy dominowali, ale co z tego, skoro ich nieporadnie konstruowane akcje rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę gości, mimo wysiłków Rashicy i Osako. Heidenheim przede wszystkim pilnowało wyniku, ale potrafiło też podjąć groźne wypady ofensywne - w 25 min. po jednym z nich Tim Keindienst groźnym uderzeniem zatrudnił Pavlenkę (chociaż nie pamietam, czy nie było tam spalonego), a w 31 min. nieco przypadkowo w dobrej sytuacji znalazł się Multhaup, uderzył jednak obok bramki. Także w 2. połowie Werder, pomimo przewagi w posiadaniu piłki, nie był w stanie wiele zdziałać w ofensywie, a goście wyglądali na usatysfakcjonowanych remisem. Dopiero w 83 min. Werder oddał swój pierwszy w tym meczu celny strzał - kąśliwe uderzenie po koźle Finna Bartelsa obronił Kevin Muller. Kilka minut później bramkarz Heidenheim popełnił fatalny błąd, wypuszczając w polu karnym piłkę z rąk, jednak jeden z obrońców zdołał ją wybić tuż sprzed bramki. Sytuacja Werderu skomplikowała się, kiedy drugą żółtą kartkę obejrzał Moisander. Heidenheim poczuło krew i ruszyło do ataku, próbując sięgnąć po zwycięstwo. W doliczonym czasie gry drugoligowiec mógł przechylić szalę na swoją stronę - w 92 min. po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Timo Beermann główkował tuż obok słupka.
Szanse przed rewanżem wydają się wyrównane. Werder zawiódł - po wysokich zwycięstwach w ostatnich kolejkach i dobrej grze przeciw Bayernowi oczekiwałem zdecydowanie więcej.



