Pytanie czy o efekt faktycznie chodziło i czy był on odpowiednio skalkulowany.
O pomysłach aby zaostrzyć ustawę o aborcji było słychać od samego początku rzadów PiSu. Raz już próba 'projektu poselskiego' była. Zakończona protestami i wycofaniem się z tego. Co ciekawe - gdyby wówczas ta ustawa trafiła do trybunały konstytucyjnego to jej 'odpowiednia ocena' byłaby bardziej problematyczna - nie było Pawłowicz, nie było Piotrowicza, nie było Steliny, itp.
Więc IMO bardziej prawdopodobna jest wersja, że PiS chciał skorzystać z sytuacji i przepchnąć coś, do czego w innych okolicznościach nie miał odwagi, a chciał to zrobić od dawna. I trochę się przeliczył. Obecnie protesty pojawiły się w małych miastach, w których o żadnych protestach wcześniej nie mobło być mowy, niezaleznie od sytuacji. I to w czasach, kiedy wiele ludzi jednak ma mniejszą ochotę na wyjście z domu.
Jeśli to jednak była próba polaryzacji - to brzmi to tylko gorzej, bo linia polaryzacji przechodzi zdecydowanie nie tam, gdzie powinna, aby było to korzystne dla partii rządzącej w długim okresie czasu.
IMO w ciągu najbliższych dni/tygodni zobaczymy daleko posunięty damage control. Obietnice ustawy, gdzie jednak sytuacja zostanie przesunięta mocno w stronę tego, co było. I retoryka 'Niezależny trybunał konstytucyjny orzekł coś niezaleznie od rządu, a sam rząd dzielnie walczy o kompromis dla obywateli'.



