Rayo Vallecano - Las Palmas 2:0 (Antonin 58' Bebe 87')
Liczyłem dziś na przełamanie Las Palmas, zwłaszcza, że przeciwnikiem było lewackie Rayo, którego nie lubię. Niestety, tak się nie stało. Gospodarze zdominowali pierwsze 20 minut meczu i stworzyli sobie kilka dobrych sytuacji. W 12 min. z dystansu groźnie uderzył Alvaro Garcia, sprawiając kłopoty Alexowi Dominguezowi. Pięć minut później w Fran Garcia już składał się w polu karnym do strzału z bliska, ale ofiarna interwencja Alejandro Suareza zapobiegła utracie gola. Chwilę później z dystansu dobrze uderzył Isi Palazon, Dominguez zdołał sparować piłkę. Na szczęście Las Palmas przetrwało pierwszy okres naporu Rayo i zaczęło oddalać grę od własnej bramki. Pierwszą okazję dla drużyny z Gran Canarii miał w 27 min. Suarez, który po dośrodkowaniu Alvaro Lemosa dobrze złożył się do główki, ale jego uderzenie obronił dobrze ustawiony Luca Zidane. Niestety, już w 1. połowie Pepe Mel usiał wykonać dwie wymuszone kontuzjami zmiany, oby urazy Cedresa i Daniego Castellano nie okazały się poważne. Niestety, po przerwie nadal lepsze było Rayo i w 58 min. objęło prowadzenie - jeden z graczy z Vallecas upadając już w polu karnym (chyba byłaby jedenastka) zdołał dograć piłkę do Antonina, który nie zmarnował stuprocentowej sytuacji. Z gry Las Palmas widać było, że raczej nie zdołają doprowadzić do wyrównania, można było liczyć jedynie na jakiś stały fragment gry. W 87 min. po fatalnym błędzie Ismaela Athumana piłkę dostał w prezencie rezerwowy Portugalczyk Bebe, wpadł w pole karne i strzałem w długi róg ustalił wynik meczu.
Był to już ostatni mecz Las Palmas w tym roku kalendarzowym, 3 stycznia drużyna z Gran Canarii podejmie liderujący Espanyol.



